poniedziałek, 28 sierpnia 2017

53# Recenzja: Sarah Lotz - Dzień Czwarty






"Dzień Czwarty” jest jedną z tych dziwnych książek, w których wiesz, że dzieje się coś złego i coś jest nie tak, ale nigdy do końca nie rozumiesz, co. Uwielbiam takie książki.
„Troje” (pierwsza część serii) wywarła na mnie duże wrażenie; niepokój i poczucie zagrożenia stały się nieodłącznymi towarzyszami w czasie czytania, a zabawa formą idealnie uzupełniała ciekawą fabułę i nie pozwalała się nudzić. Z tego powodu moje oczekiwania w stosunku do „Dnia Czwartego” były dość duże, liczyłam na podobną, a nawet większą dawkę tego wszystkiego.
Jak było?
Zacznijmy od początku.

„Troje” była związana z samolotami. „Dzień Czwarty” przenosi nas na pokład statku wycieczkowego „Piękny Marzyciel”, który sunie sobie leniwie po wodach Atlantyku. Wśród pasażerów i załogi jest kilka wybranych osób, z punktu widzenia których dowiadujemy się, jakie to dziwne rzeczy działy się, kiedy nasz statek niespodziewanie zatrzymał się na środku oceanu.

Maddie – „Asystentka wiedźmy” – pracuje dla Celine del Rey, medium i gwiazdy rejsu. Celine jest starszą kobietą poruszającą się na wózku, zgorzkniałą, nielubiącą ludzi, myślącą tylko o swoich interesach. W noc, kiedy statek się zatrzymuje, zaczyna dziać się z nią coś dziwnego. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak udar, ale kiedy Celine dochodzi do siebie, jest zupełnie inną osobą i wie o rzeczach, o których zdecydowanie nie powinna wiedzieć.

Gary – „Człowiek potępiony” – jest gwałcicielem. Nikt nie wie o tej mrocznej stronie jego osobowości, a on sam dobrze się ukrywa.  Do tej pory wszystko uchodziło mu na sucho, ale dziewczyna, którą upatrzył sobie na statku, umiera w jego obecności, a w umyśle Gary’ego zagnieżdża się coraz większy strach, że zostanie odkryty.

Helen i Elise – „Siostry samobójczynie” – zdecydowały się na rejs tylko po to, aby popełnić razem samobójstwo wśród luksusu i malowniczych widoków. Obie są już w podeszłym wieku, zaprzyjaźniły się po śmierci swych mężów, połączył je ból, rozpacz i brak sensu życia. Nagła awaria psuje ich plany na wspólną śmierć.

Jesse – „Anioł miłosierdzia” – jest jedynym lekarzem na statku, który po jego zatrzymaniu ma pełne ręce roboty. Wśród pasażerów i załogi szerzy się norowirus, wymiotują dalej niż widzą, awaria systemu sanitarnego w niczym nie pomaga, mało kto ma ochotę stosować się do zaleceń, statek zmienia się w jeden wielki ściek i pachnie jeszcze gorzej. Gdyby wpadli tam ludzie z sanepidu, od razu z rozpaczy wyskoczyliby za burtę. I jest jeszcze ta martwa dziewczyna, której prawdopodobnie ktoś postanowił pomóc w przejściu na tamten świat.

Devi - „Strażnik sekretów” – to pracownik ochrony, który bierze sobie za punkt honoru odnalezienie tajemniczego mordercy grasującego na statku, mimo sprzeciwu ze strony swoich zwierzchników, którzy są gotowi zatuszować sprawę dla dobra firmy, która już cieszy się niezbyt pochlebną opinią.

Jest jeszcze Xavier, bloger, który zdecydował się na rejs tylko dlatego, że zwęszył swoją szansę na ujawnienie oszustw Celine del Rey, oraz Althea – „Służebnica diabła” – pokojówka, o której ciężko mi pisać, ponieważ zdaje się być wszędzie i widzieć wiele, a jednak pozostaje jakby z boku wszystkich wydarzeń.
Statek zatrzymuje się nagle na pełnym morzu; nie wiadomo, co jest przyczyną awarii, co dokładnie się zepsuło ani jak to naprawić. Nie działa łączność, nie działa Internet, świat zewnętrzny nie odpowiada na prośby o ratunek, kapitan i dowództwo nie odpowiadają na prośby pasażerów i załogi o wyjaśnienie sytuacji. Na dodatek wygląda na to, że po statku szwędają się duchy.
Podsumowując: nie jest fajnie.

Muszę przyznać, że trochę się na tej książce zawiodłam. Wciąż pamiętam emocje związanie z pierwszą częścią i liczyłam na jeszcze więcej niepokoju, ciarki na plecach i zastanawianie się dwa razy przed rozpoczęciem lektury w nocy. A tymczasem „Dzień czwarty” wypada na tle swojej poprzedniczki dość blado.

I nie chodzi o to, że to zła książka, bo wcale tak nie jest. Przyjemnie się ją czyta, historia wciąga i czytelnik tylko czeka, żeby w końcu poznać wszystkie odpowiedzi.
Jednak one nie nadchodzą. Zakończenie tak naprawdę niczego nie wyjaśnia.

Nie udało mi się dotrzeć do informacji, czy autorka pracuje nad kolejną częścią, czy w ogóle planuje kontynuowanie tej historii. Wydarzenia z „Dnia Czwartego”  wyglądają, jakby stanowiły element czegoś większego i strasznego, co dopiero nadchodzi.
Mam nadzieję, że tak właśnie będzie.

Chcemy się bać.




TROJE

1.Troje  II  2.Dzień Czwarty 




Sarah Lotz, Dzień Czwarty (Day Four), tom 2, Akurat, 416 stron





Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję

http://businessandculture.pl/

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz