poniedziałek, 28 sierpnia 2017

53# Recenzja: Sarah Lotz - Dzień Czwarty






"Dzień Czwarty” jest jedną z tych dziwnych książek, w których wiesz, że dzieje się coś złego i coś jest nie tak, ale nigdy do końca nie rozumiesz, co. Uwielbiam takie książki.
„Troje” (pierwsza część serii) wywarła na mnie duże wrażenie; niepokój i poczucie zagrożenia stały się nieodłącznymi towarzyszami w czasie czytania, a zabawa formą idealnie uzupełniała ciekawą fabułę i nie pozwalała się nudzić. Z tego powodu moje oczekiwania w stosunku do „Dnia Czwartego” były dość duże, liczyłam na podobną, a nawet większą dawkę tego wszystkiego.
Jak było?
Zacznijmy od początku.

„Troje” była związana z samolotami. „Dzień Czwarty” przenosi nas na pokład statku wycieczkowego „Piękny Marzyciel”, który sunie sobie leniwie po wodach Atlantyku. Wśród pasażerów i załogi jest kilka wybranych osób, z punktu widzenia których dowiadujemy się, jakie to dziwne rzeczy działy się, kiedy nasz statek niespodziewanie zatrzymał się na środku oceanu.

Maddie – „Asystentka wiedźmy” – pracuje dla Celine del Rey, medium i gwiazdy rejsu. Celine jest starszą kobietą poruszającą się na wózku, zgorzkniałą, nielubiącą ludzi, myślącą tylko o swoich interesach. W noc, kiedy statek się zatrzymuje, zaczyna dziać się z nią coś dziwnego. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak udar, ale kiedy Celine dochodzi do siebie, jest zupełnie inną osobą i wie o rzeczach, o których zdecydowanie nie powinna wiedzieć.

Gary – „Człowiek potępiony” – jest gwałcicielem. Nikt nie wie o tej mrocznej stronie jego osobowości, a on sam dobrze się ukrywa.  Do tej pory wszystko uchodziło mu na sucho, ale dziewczyna, którą upatrzył sobie na statku, umiera w jego obecności, a w umyśle Gary’ego zagnieżdża się coraz większy strach, że zostanie odkryty.

Helen i Elise – „Siostry samobójczynie” – zdecydowały się na rejs tylko po to, aby popełnić razem samobójstwo wśród luksusu i malowniczych widoków. Obie są już w podeszłym wieku, zaprzyjaźniły się po śmierci swych mężów, połączył je ból, rozpacz i brak sensu życia. Nagła awaria psuje ich plany na wspólną śmierć.

Jesse – „Anioł miłosierdzia” – jest jedynym lekarzem na statku, który po jego zatrzymaniu ma pełne ręce roboty. Wśród pasażerów i załogi szerzy się norowirus, wymiotują dalej niż widzą, awaria systemu sanitarnego w niczym nie pomaga, mało kto ma ochotę stosować się do zaleceń, statek zmienia się w jeden wielki ściek i pachnie jeszcze gorzej. Gdyby wpadli tam ludzie z sanepidu, od razu z rozpaczy wyskoczyliby za burtę. I jest jeszcze ta martwa dziewczyna, której prawdopodobnie ktoś postanowił pomóc w przejściu na tamten świat.

Devi - „Strażnik sekretów” – to pracownik ochrony, który bierze sobie za punkt honoru odnalezienie tajemniczego mordercy grasującego na statku, mimo sprzeciwu ze strony swoich zwierzchników, którzy są gotowi zatuszować sprawę dla dobra firmy, która już cieszy się niezbyt pochlebną opinią.

Jest jeszcze Xavier, bloger, który zdecydował się na rejs tylko dlatego, że zwęszył swoją szansę na ujawnienie oszustw Celine del Rey, oraz Althea – „Służebnica diabła” – pokojówka, o której ciężko mi pisać, ponieważ zdaje się być wszędzie i widzieć wiele, a jednak pozostaje jakby z boku wszystkich wydarzeń.
Statek zatrzymuje się nagle na pełnym morzu; nie wiadomo, co jest przyczyną awarii, co dokładnie się zepsuło ani jak to naprawić. Nie działa łączność, nie działa Internet, świat zewnętrzny nie odpowiada na prośby o ratunek, kapitan i dowództwo nie odpowiadają na prośby pasażerów i załogi o wyjaśnienie sytuacji. Na dodatek wygląda na to, że po statku szwędają się duchy.
Podsumowując: nie jest fajnie.

Muszę przyznać, że trochę się na tej książce zawiodłam. Wciąż pamiętam emocje związanie z pierwszą częścią i liczyłam na jeszcze więcej niepokoju, ciarki na plecach i zastanawianie się dwa razy przed rozpoczęciem lektury w nocy. A tymczasem „Dzień czwarty” wypada na tle swojej poprzedniczki dość blado.

I nie chodzi o to, że to zła książka, bo wcale tak nie jest. Przyjemnie się ją czyta, historia wciąga i czytelnik tylko czeka, żeby w końcu poznać wszystkie odpowiedzi.
Jednak one nie nadchodzą. Zakończenie tak naprawdę niczego nie wyjaśnia.

Nie udało mi się dotrzeć do informacji, czy autorka pracuje nad kolejną częścią, czy w ogóle planuje kontynuowanie tej historii. Wydarzenia z „Dnia Czwartego”  wyglądają, jakby stanowiły element czegoś większego i strasznego, co dopiero nadchodzi.
Mam nadzieję, że tak właśnie będzie.

Chcemy się bać.




TROJE

1.Troje  II  2.Dzień Czwarty 




Sarah Lotz, Dzień Czwarty (Day Four), tom 2, Akurat, 416 stron





Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję

http://businessandculture.pl/

 

niedziela, 11 września 2016

53# Recenzja: Amy Harmon - Prawo Mojżesza





Mojżesz Wright został porzucony zaraz po urodzeniu w koszu na pranie w nieciekawej dzielnicy. Jego matkę, uzależnioną od narkotyków, znaleziono martwą kilka dni później. Mały Mojżesz dzielnie walczył o przetrwanie i już wkrótce stał się problemem dla całej rodziny, tułając się od jednego jej członka do drugiego. Nie był zwykłym dzieckiem, był dziwny, był nadpobudliwy, malował niepokojące rzeczy. Ludzie czuli się niepewnie w jego towarzystwie. Bali się go, bo go nie rozumieli. Bali się, bo był inny.
Jedynie mieszkająca w małym miasteczku babcia w pełni akceptowała Mojżesza i kochała całym sercem tego chłopca, którego wszyscy uważali za skrzywionego. Pękniętego. Często spędzał u niej wakacje, tak było również w tym roku. Właśnie wtedy do życia Mojżesza wkroczyła Georgia Shepherd.
Georgia, zwyczajna małomiasteczkowa nastolatka z wielkimi marzeniami, nad życie kochająca konie. Szalona, odważna, uparta. Mojżesz od początku ją intrygował i kiedy inni się go bali, ona była ciekawa, jaki jest tak naprawdę. Przypominał jej narowistego konia, którego trzeba okiełznać. Postanowiła się do niego zbliżyć, mimo że chłopak często ją odpychał i dawał jej do zrozumienia, że tego nie chce. Ich wzajemne przyciąganie rodzi dość nieoczekiwane konsekwencje, które mocno wpływają na życie obojga.

No dobra, w zasadzie tych konsekwencji można się było spodziewać, bo chcąc nie chcąc zwykle taka jest naturalna kolej rzeczy, ale to, co zdarzyło się później, nie było już takie oczywiste.



Cała opowieść na pierwszy rzut oka wygląda jak typowe new adult – on bad boy z przeszłością, ona zwyczajna dziewczyna, ona go chce, on jej nie, ale tak naprawdę to tak, i tak dalej, i tak dalej. Im bardziej jednak wchodzimy w tę historię, tym staje się ona głębsza, bardziej dojrzała, bardziej niejednoznaczna, zagadkowa i nieprzewidywalna. Już sama początkowa zapowiedź braku happy endu zachęca, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście tak jest.

Fabuła skonstruowana jest tak, że dopiero ostatnie strony dają nam pełny obraz sytuacji i wyjaśnienie mniejszych i większych, sprytnie przemyconych zagadek, na którymi gdyba Mojżesz, co jakiś czas zmieniając zdanie. W ogóle postać Mojżesza jest jak dla mnie największym plusem tej książki i nawet nie potrafię do końca wyjaśnić, dlaczego. Ma w sobie to coś, co sprawia, że się go lubi, ma ciekawą osobowość i podejście do życia, a to wszystko doprawione jest szczyptą szaleństwa. No i te zdolności! Nie jestem pewna, na ile to jest spoiler, a na ile nie… Mojżesz ma ogromny talent malarski, jednak to, co maluje i sposób w jaki to robi, przerażają ludzi, ponieważ obrazy/murale przedstawiają zmarłych, i to zmarłych, których chłopak raczej nie miał szansy nigdzie zobaczyć. Nie spodziewałam się w tej książce wątku nadnaturalnego, jednak bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Był poprowadzony tak swobodnie i cóż… naturalnie, jakby nastolatek, któremu zmarli pokazują szczegóły ze swojego życia stał sobie na co drugim rogu i malował dla nas.

Ludzie boją się tego, czego nie potrafią zrozumieć.

Ciężko mi się pisze o tej książce, ponieważ tak naprawdę nie wiem, co mogę powiedzieć, żeby nie zdradzić za dużo i nie zepsuć komuś lektury. „Prawo Mojżesza” jest pełne tylu na pierwszy rzut oka mało istotnych szczegółów, które na koniec okazują się być ważne i wywracające wszystko do góry nogami, że trzeba samemu przeczytać i spróbować poskładać do kupy wszystkie elementy.

Na zakończenie i w ramach podsumowania, wzorem Georgii wymienię pięć plusów: postać Mojżesza, zdolności Mojżesza, rozdziały Mojżesza, Eli, plusy Georgii.






 PRAWO MOJŻESZA

1.Prawo Mojżesza  II  2.Pieśń Dawida




Amy Harmon, Prawo Mojżesza (The Law of Moses), tom 1, Helion, 356 stron




Za możliwość przeczytania książki serdeczie dziękuję

helion.pl


  

czwartek, 11 sierpnia 2016

#52 Recenzja: Kass Morgan - Misja 100



http://ecsmedia.pl/c/misja-100-b-iext34534717.jpg 


Odległa przyszłość. Po kataklizmie, który spustoszył Ziemię ludzkość uciekła przed promieniowaniem w kosmos, gdzie stworzyła społeczność na wielkiej stacji kosmicznej zwanej Kolonią. Od tamtej pory minęło 300 lat i wiele rzeczy uległo zmianie. Żywność i woda są starannie racjonowane, leki przysługują tylko w określonej ilości na pacjenta, a każda rodzina może posiadać tylko jedno dziecko. Każde, nawet najdrobniejsze przestępstwo, karane jest śmiercią. Nieletni złapani na łamaniu prawa podlegają Odosobnieniu do czasu, gdy ukończą 18 lat – wówczas mają prawo do ponownego procesu, który zwykle na nic się zdaje, bo i tak kończy się karą śmierci.

Pewnego pięknego dnia osoby u steru władzy postanawiają wysłać 100 młodocianych przestępców na Ziemię, aby sprawdzić, czy jest już ona zdatna do przeżycia. Wśród „szczęśliwców” znajdują się bohaterowie, z których perspektywy poznajemy tę historię – Clarke, Bellamy, Wells i Glass.

Clarke i Wells pochodzą z „bogatszej” części kolonii. Ona jest córką cenionych naukowców, którzy zostali skazani na śmierć za zdradę, a ją samą oskarżono o współudział. On – jej przyjaciel, który w całej sprawie maczał palce i teraz czuje się winny – jest synem samego Kanclerza i specjalnie popełnił przestępstwo na tyle wielkie, aby dostać się do setki „wybrańców” i chronić Clarke na nieprzyjaznej Ziemi. Co z tego, że Clarke najwyraźniej pała do niego nienawiścią i najchętniej znalazłaby się z dala od niego…

Bellamy i Glass - można powiedzieć, że są swoimi przeciwieństwami. On kradnie ubranie strażnika i jego broń, aby dostać się na statek na Ziemię, gdyż leci nim jego siostra, Octavia. Ona natomiast wykorzystuje zrobione przez niego zamieszanie i z owego statku ucieka.

Gdy nasza setka dociera na Ziemię – niespodzianka! – okazuje się, że wcale nie jest tam tak źle. Przed nastolatkami staje jednak szereg problemów natury technicznej, jak zdobycie wody i pożywienia (którego Kolonia nie dała im zbyt wiele), odnalezienie leków, które zgubiły się podczas lądowania, czy chociażby ustalenie, czyich poleceń słuchać. Rozpoczyna się era patrzenia na siebie krzywo, rzucania się sobie do gardeł i prób wymierzania sprawiedliwości.

Dzięki Glass śledzimy również sytuację w kosmosie, gdzie pomału zaczyna brakować powietrza, a w międzyczasie poznajemy przeszłość poszczególnych bohaterów.


„Misja 100” była… no cóż. Była na pewno dobrym pomysłem. Dobrym początkiem. Jednak akcji w niej tyle, co kot napłakał. Nie, wróć. Może nie tyle akcji, bo dzieje się naprawdę dużo, a raczej opisania jej w taki sposób, aby trzymała czytelnika w napięciu. Nie wiem, co poszło nie tak, ale spora część książki jest po prostu, zwyczajnie nudna. A można to było tak ładnie, sprawnie poprowadzić… Tak naprawdę zaczyna „dziać się” w momencie, gdy zostaje do przeczytania kilka ostatnich stron.

Moim promyczkiem w ciemności byli bohaterowie, a konkretnie Bellamy. Bardzo, bardzo go polubiłam (nie tylko dlatego, że miał łuk) i z przyjemnością czytałam „jego” rozdziały. Sympatią zapałałam również do Clarke – gdybym to ja znalazła się na jej miejscu, pewnie też od razu zaklepałabym namiot medyka i Bellamy’ego.

Zaraz po przeczytaniu książki zaczęłam oglądać serial i dałam mu się pochłonąć. Wydaje się o wiele lepiej skonstruowany i bardziej trzymający w napięciu niż powieść (chociaż już nie raz narzekałam na tępotę tych u władzy albo ukazywanie zabiegów medycznych w jakiś chory sposób [lekarka z Mount Weather kompletnie nie ma pojęcia o serologii i pobieraniu szpiku…]), jednak nie mogę tego na razie tak pochopnie oceniać, bo fabuła „Misji 100”, która jest częścią pierwszą, zamyka się w jednym odcinku serialu. Serio. Ale zaraz… To nie miała być recenzja serialu.

Czy warto przeczytać „Misję 100”? Moim zdaniem tak – bo pomysł jest ciekawy i może dalej się fajnie rozwinie, bo to dobry wstęp do serialu, bo Bellamy bo książka jest dość krótka i nie trzeba jej poświęcać aż tak dużo czasu.




100

1.Misja 100  II  2.Dzień 21  II  3.Powrót na Ziemię  II  4.Rebellion



Kass Morgan, Misja 100 (The 100), tom 1, Bukowy Las, 264 strony 



~~ 



I'm back
-LA

 
 

niedziela, 10 kwietnia 2016

Me and Earl and The Dying Girl II Moondrive Box 1# (Box Filmowy)




Moondrive Box to kolejny box subskrypcyjny przeznaczony w szczególności dla książkoholików. Wydawnictwo zaczęło od ciekawej, nieco tajemniczej promocji, z której można się było dowiedzieć, czego na pewno nie znajdziemy w pudełku. Na przykład: łosia. A szkoda. Bo lubię łosie. 

Pomysł na pudełko jest dość prosty: nowość książkowa od Moondrive + gadżety powiązane z nią tematycznie. Niestety, nie udało mi się dokopać do informacji, w jakich odstępach czasu będzie się ukazywać pudełko (jestem ślepa. Standard), ale może Wam się to uda. Więcej informacji znajdziecie TUTAJ



LET'S OPEN!



Pudełko z zewnątrz prezentuje się niezwykle słodko. A po otwarciu ukazują nam się...


 

...te oto farfocle. Jestem jakaś dziwna, ale lubię te wszystkie "zabezpieczenia" dodawane do tego typu przesyłek. Pod całkiem sporą kupką farfocli znajdziemy opakowaną w różowy papier właściwą zawartość.
Czyli...



KSIĄŻKA


Jesse Andrews  Earl i ja, i umierająca dziewczyna - polskie wydanie książki, o której jakiś czas temu było bardzo głośno za granicą. Powiem szczerze, że nawet się z niej cieszę, bo liczę na zabawną, wzruszającą historię przy której spędzę miło czas.

Moondrive informuje o tym, jaka książka znajdzie się w danym boxie.




GADŻETY


Płyta z ekranizacją książki, którą właśnie dostaliśmy - bo to box filmowy, więc można się było spodziewać. Ale ja się nie spodziewałam. Brawo ja! Chętnie obejrzę film. W sumie zrobiłabym to nawet dzisiaj, ale najpierw książka :)




POPCORN! - Oczywiście! Wiadomo, że filmy najlepiej ogląda się, mając przy sobie ulubione przekąski i coś dobrego do picia. Tego itemu w ogóle się nie spodziewałam, ale wywołał u mnie największy zaciesz. Zapewne dlatego, że był największą oczywistością ze względu na temat przewodni, a jednocześnie największą niespodzianką. No i tak słodko się prezentuje!




Torba - z takim ładnym napisem. Żeby mieć w czym nosić nowe książki. Z drugiej strony ma ten filmowy klaps, który jest na pudełku. 




Zakładka "April" - to akurat proste. Jest książka = musi być zakładka. To podstawowa zasada




Dwa urocze magnesy - nie mam pojęcia, co oznaczają (jeszcze!), ale przypuszczam, że to coś w stylu "Okay" z Gwiazd naszych wina




MOONDRIVE BOX I JA

Powiem szczerze, że ciężko jest mi ocenić to pudełko. Ponieważ jest pierwsze. Nie jestem nim rozczarowana, ale nie zrobiło też wielkiego bum. Cieszyłam się, gdy szłam je odebrać i uśmiech nie schodził mi z twarzy, kiedy je otwierałam. To na pewno jedno ze światełek w szarej codzienności, ale tak jest z każdą przyjemną przesyłką, na którą czekam. Podobają mi się magnesiki, popcorn też wywołał dużo radości (jakiś on podejrzany, że tak się przez niego cieszę), film będzie przyjemnie obejrzeć, a książka... Każda nowa książka jest u mnie witana z otwartymi ramionami, a wobec tej mam pewne wymagania i mam nadzieję, że się polubimy. Nie wiem, czego się spodziewać po kolejnych boxach. Wiadomo, że łatwiej byłoby nakreślić sensowną opinię, gdyby pudełek było już więcej. Wiem, że Moondrive na pewno się postara. Bo to Moondrive. A wiedząc, jakie książki będą w boxach, będziemy je mogli zamawiać według własnych preferencji. Na pewno będę z ciekawością śledzić rozwój tego pomysłu.


A jakie jest Wasze zdanie na temat Moondrive Boxa?

xoxo
LittleAngel





Za możliwość zrecenzowania pierwszego Moondrive Boxa serdecznie dziękuję Moondrive

czwartek, 7 kwietnia 2016

10# BookStairs to Heaven





Cześć!

Pierwsze tchnienie wiosny i Mały Aniołek przebudził się z marcowego snu. A kiedy już przebudził się do końca, wstał, pozbierał wszystkie nowe książki i ułożył schody. Schody do książkowego nieba, bo gdzie indziej takie schody mogłyby prowadzić? Zostały one rozłożone na dwoje, bo jako całość były konstrukcją niestabilną i się przewracały. A jak wiadomo schody muszą być bezpieczne, co by zaraz na wstępie nie zabić wchodzącego, bo to się mija z celem. Obviously. 





Stopień 1: Marc ELSBERG  Blackout - można powiedzieć, że jest to dosłowna interpretacja tytułu, bo książkę na tym moim genialnym zdjęciu ledwo widać #mistrzfotografii. Anyway, chciałam ją sobie sprawić już od bardzo dawna, ponieważ a) jest duża  b) jest pięknie wydana  c) opowiada o tym, jak to pewnego dnia w całej Europie brakło prądu, co jest świetnym pomysłem na fajną apokalipsę


Stopień 2: Marc ELSBERG  Zero - tu też można powiedzieć, że się popisałam, bo zero widać :D Dorwałam tę książkę zupełnie przypadkiem na promocji w Empiku (!). W skrócie opowiada o pewnych internetowych aktywistach nazywających siebie Zero, którzy urządzają pewną akcję transmitowaną na żywo, po której wszyscy chcą ich dopaść.


Stopień 3: Victoria AVEYARD  Szklany Miecz - druga część Czerwonej Królowej. Jest przepięknie wydana, więc nawet jeśli nie do końca zaiskrzy z fabułą, to i tak nie będę żałować zakupu


Stopień 4: Dmitry GLUKHOVSKY  Metro 2035 - tak czekałam na tę książkę, a wciąż sobie leży nieprzeczytana. Wstyd


Stopień 5: 12 RÓŻNYCH AUTORÓW  Podaruj mi miłość - prezent pod choinkę od przyjaciółki. Otrzymany nieco później, bo przecież Boże Narodzenie można mieć cały rok


Stopień 6: Katie ALENDER  Złe dziewczyny nie umierają - RECENZJA


Stopień 7: Anna KAŃTOCH  Tajemnica Diabelskiego Kręgu - dorwana przypadkiem w sklepie z tanią książką. Anna Kańtoch to jedna z moich ulubionych polskich autorek, a do tego podobno w tej serii mają być anioły, więc wiecie...


Stopień 8: Suzanne YOUNG  Plaga samobójców - pierwsza część serii Program. Spodobał mi się pomysł na tę historię. Mam nadzieję, że spędzę z nią miłe chwile


Stopień 9: Sarah J. Maas  Szklany tron - czytałam już tę książkę w zeszłym roku, bardzo mi się podobała, a w ostatnich miesiąch poczułam natchnienie do przeczytania jej jeszcze raz i zgromadzenia na półce całej serii






Stopnie 1 i 2: Haruki MURAKAMI  1Q84 cz. 2 i cz. 3 - ktokolwiek widział, ktokolwiek wie... Część 1 poszukiwana żywa lub... żywa. 1Q84 to pierwszy kawałek twórczości Murakamiego na mojej półce. Zaczęłam go kompletować od części 3 wygrzebanej w koszu z tanią książką, część 2 również kupiłam prawie za grosze. Także ten... Jeśli ktoś z Was wie, gdzie ukryła się przede mną część 1 - proszę, dajcie znać!


Stopień 3: Thomas MORGENSTERN  Moja walka o każdy metr - kocham skoki narciarskie, więc nie mogłam przejść obojętnie obok tego kąska. Było warto! [PRZECZYTANA]


Stopnie 4 i 5: Sarah J. Maas  Zabójczyni i władca piratów oraz Zabójczyni i Czerwona Pustynia - nowelki ze świata Szklanego Tronu


Stopień 6: Andrzej SAPKOWSKI  Pani Jeziora - sagę o Wiedźminie też zaczęłam kompletować od tyłu. Na swojej półce mam na razie Sezon Burz i prezentowaną tutaj delikwentkę pochodzącą z kosza z tanią książką  [PRZECZYTANA]


Stopień 7: Maja Lidia KOSSAKOWSKA  Zbieracz Burz tom 1 - trzecia część mojej ukochanej anielskiej historii


Stopień 8: Maria Dahvana HEADLEY  Magonia - książka z Epikboxa. Bardzo ciekawie się zapowiada


Stopień 9: Amie KAUFMAN, Meagan SPOONER  W ramionach gwiazd - zostałam zaczarowana przez tę okładkę. Co prawda przez jej oryginalną wersję, która jest o niebo piękniejsza (moim zdaniem), ale nasze wydanie też daje radę. Sama fabuła brzmi bardzo interesująco i jest raczej pozytywnie oceniana, więc mam nadzieję, że i mnie porwie



~~



Hm, to chyba wszystko. Nikt nie zginął, przeszliśmy wszystkie stopnie i jesteśmy w książkowych niebie. Nie wiem, jak Wy, ale ja tutaj zostaję. 


xoxo
LittleAngel


sobota, 5 marca 2016

Little Resume - February




Rok 2016 zaszczycił nas dodatkowym dniem w lutym, a moja czytelnicza miesięczna podstawa została zaszczycona jedną książką więcej. Na blogu było trochę słabiej, niż zakładałam (bo jestem leniem, a dodatkowo pierwsze dwa tygodnie lutego były dość zakręcone). Mam nadzieję, że w marcu będzie lepiej, że wróci energia i motywacja, że będzie się chciało działać.



CO CZYTAŁAM?


Pierwszą lutową książką były "Wszystkie jasne miejsca" Jennifer Niven. Genialna powieść, która zostawiła mnie rozbitą i powaloną na łopatki. Potem udało mi się przeczytać "Dziesięć płytkich oddechów" K.A.Tucker, które trochę mi się ciągnęły, były nieco przewidywalne, a główna bohaterka cierpiała na szaleństwo jajników i w sumie to niezbyt ją polubiłam. "Miasto kości" Cassandry Clare przeczytałam po raz drugi w ramach przypomnienia, bo serial Shadowhunters i poznanie Diabelskich Maszyn zachęciły mnie do dokończenia Darów Anioła. "Panika" Lauren Oliver była naprawdę świetna i okazała się zaskoczeniem, bo spodziewałam się innego rodzaju powieści. "Obietnicę gwiezdnego pyłu" Priscille Sibley chciałam przeczytać już od dość dawna i udało mi się to dzięki Mojej Kochanej Bibliotece. Wzruszająca opowieść o poświęceniu dla nowego życia. Podobała mi się, chociaż nie tak bardzo, jak się spodziewałam.



KSIĄŻKI W LICZBACH

5 książek = 2133 stron = 73,5 strony dziennie



BLOGOWE ŻYCIE

Podsumowanie stycznia
Mój drugi Epikbox
Recenzja "Złe dziewczyny nie umierają"




A jak minął Wasz luty?

xoxo
LittleAngel 

 

sobota, 27 lutego 2016

51# Recenzja: Katie Alender - Złe dziewczyny nie umierają






Na „Bad Girls Don’t Die” natknęłam się przypadkiem już jakiś czas temu. Tytuł od razu zwrócił moją uwagę, nie musiałam nawet czytać opisu fabuły, żeby czuć się zachęconą. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że wkrótce pojawi się polskie wydanie, a gdy się pojawiło, książka szybciutko stała się kolejnym dzieckiem w mojej biblioteczce. Nie mogłam się doczekać lektury! Bardzo lubię takie niepokojące opowieści, w których nawet sam autor czasami do końca nie wie, co się wydarzy, gdzie każda kolejna strona jest zaskoczeniem, gdzie nie wiadomo, co jest prawdą, a co wytworem umysłu bohaterów. „Złe dziewczyny nie umierają” była zapowiadana jako taka właśnie książka i rzekomo miała sprawić, że będę miała problemy ze snem, ciarki i ogólnie będę się czuła przerażona. No cóż. Nie czułam się. Najwidoczniej nie tak łatwo jest mnie przestraszyć.


Główna bohaterka ma na imię Alexis, jest nastolatką, kocha fotografię i nie ma przyjaciół. Mieszka w wielkim domu, który jest mieszanką różnych stylów architektonicznych i wygląda dokładnie jak te wszystkie wille-pół pałace z horrorów. Słowem: aż się prosi, żeby w nim straszyło. Jednak jak na razie jedyną straszną rzeczą jest tam kolekcja lalek, która należy do Kasey. Kasey to młodsza siostra naszej głównej bohaterki. Jest nieco dziwna i zamknięta w sobie. Pasuje idealnie do wzoru typowego strasznego dziecka z horroru, które pojawia się w dziwnych momentach, czai się w cieniu, a jego wzrok przyprawia o ciarki. Dodatkowo ma tak dużą obsesję na punkcie swoich lalek, że nie wpuszcza nikogo do swojego pokoju w obawie, że mogą zostać uszkodzone. Kasey zaczyna zachowywać się coraz bardziej dziwnie, wokół niej dzieją się niepokojące rzeczy. Alexis musi odkryć, co dzieje się z jej siostrą i znaleźć sposób, aby wyrwać ją ze szponów zła.


Złe dziewczyny…” są napisane bardzo przyjemnym stylem, który dobrze i szybko się czyta. Prezentują też całkiem niezłą, spójną i logiczną historię o duchach. Nie przypominają typowych młodzieżówek, bo nie skupiają się na romansach i tych wszystkich „nastolatkowych” rzeczach, a właśnie na głównej historii. Za to duży plus.

Alexis też daje się lubić. Momentami zachowuje się trochę nieprzewidywalnie i mówi rzeczy, których się nie spodziewałam w danym dialogu, bywa też nieco oschła w kontaktach z innymi bohaterami, ale w ogólnym rozrachunku wypada całkiem pozytywnie. Spodobał mi się jej sposób widzenia świata i potrzeba uwieczniania go na zdjęciach. Doskonale to rozumiem, bo chociaż żaden ze mnie artysta-fotograf, to miewam takie momenty, że mam ochotę robić zdjęcia wszystkiemu dookoła, bo w każdej rzeczy, każdym zjawisku, każdym obrazie widzę coś wartego uwiecznienia.

W powieści pojawia się również drobny wątek romantyczny, jednak jest on poprowadzony subtelnie i nie wcina się na pierwszy plan. Autorka skupia się na prowadzeniu głównego wątku, który z kolei daje pole do popisu na gruncie rozwoju babskiej przyjaźni. Jest to całkiem miły powiew świeżości po tych wszystkich trójkątach miłosnych, chociaż relacja dziewczyn zaczyna się nieco dziwnie.

Powiem szczerze, że trochę brakuje mi słów. Ciężko mi się pisze o tej książce, sama nie wiem, dlaczego. Nie była zła, była nawet całkiem dobra, tylko że brakło jej tej iskry, która potrząsnęłaby moim sercem. Spodziewałam się o wiele więcej, ale – o dziwo – nawet nie czuję się rozczarowana. Z chęcią sięgnę po kolejne części. Może one będą miały „to coś”.




ZŁE DZIEWCZYNY NIE UMIERAJĄ

1.Złe dziewczyny nie umierają  II   2.From Bad To Cursed  II  3.As Dead As It Gets




Katie Alender, Złe dziewczyny nie umierają (Bad Girls Don't Die), tom 1, Feeria Young, 360 stron