czwartek, 24 grudnia 2015

#49 Recenzja: Jandy Nelson - Oddam ci słońce





Noah i Jude są rodzeństwem. Bliźniakami. Potrafią zrozumieć się bez słów i wyczuć, gdy temu drugiemu dzieje się krzywda, a grając w papier kamień nożyce zawsze wybierają to samo. Jednak ich wzajemne relacje to nie tylko cukier i miód. Często wkradają się w nie różne zgrzyty i zazdrość, bo chociaż tak do siebie podobni, są jednocześnie zupełnie inni. 

Noah to artysta. Maluje cały czas; gdy nie ma przy sobie ołówka i papieru, czyni to w wyobraźni. Świat jest dla niego sztuką, a każde wydarzenie w życiu nowym obrazem. Widzi rzeczywistość inaczej, piękniej. Jednocześnie jest niesamowicie zamknięty w sobie i nie ma innych przyjaciół z wyjątkiem swej siostry. 

Jude jest odważna i ładna. Surfuje, nie boi się wysokich fal, skacze z klifów. Imponuje starszym chłopcom, którzy dokuczają jej bratu. Ma przyjaciół, chodzi na imprezy. A gdy nikt nie patrzy, rzeźbi w piasku niesamowite kobiece figury.

Pewne straszne wydarzenie, mur z kłamstw i wzajemnych krzywd sprawiają, że rodzeństwo jakby zamienia się charakterami, chowa za maskami ból, tajemnice i złamane serca. Ich jedyną drogą do szczęścia jest prawda, pogodzenie się z tym, kim naprawdę są oraz przebaczenie samym sobie.



„Oddam ci słońce” było wyjątkową lekturą, jednak zdecydowanie nie taką, jak się spodziewałam. Słysząc, że jest to historia, w której pierwsze skrzypce grają bliźniaki, byłam pewna, że będzie to opowieść o naprawdę silnej więzi między rodzeństwem, które skacze za sobą w ogień, czyta sobie w myślach, zwierza się z kłopotów. Nieco słodko, ale bardzo, bardzo budująco i ciepło. Tymczasem historia okazała się nieco bardziej życiowa. Noah i Jude rzeczywiście mogliby skoczyć za sobą w ogień, jednak w ich relację wkrada się mnóstwo innych uczuć, często gęsto negatywnych, jak chociażby zazdrość. Chociaż potrafią stawać za sobą murem, to jednocześnie robią sobie świństwa, nad którymi nawet najwięksi wrogowie zastanowiliby się dwa razy. Jest to duży plus tej książki, chociaż nieco smutny. Tak jak te wszystkie maski, za którymi Noah i Jude się chowają, aby uchronić się przed bólem. Aby nie przyznać się, co naprawdę czują. Cała ta historia jest jedną wielką podróżą dwójki młodych ludzi do poznania swego prawdziwego „ja” i zdobycia odwagi, aby do tego „ja” przyznać się przed samym sobą.

Część historii poznajemy z perspektywy Noah, część widzimy oczami Jude. Noah ukazuje nam przeszłość, wydarzenia, które miały miejsce, gdy rodzeństwo miało 13 lat. Jego punkt widzenia jest absolutnie niesamowity. Malowniczy. Noah każde wydarzenie potrafi przemienić w swej głowie w niezwykły obraz. Ma genialną wyobraźnię i zręczne ręce, które przenoszą na papier wszystko, co widzi i czuje. Chciałabym mieć możliwość zobaczenia świata jego oczami.
Rozdziały Jude przenoszą nas trzy lata w przyszłość. Jej narracja jest inna niż jej brata, można jednak dostrzec pewien wspólny pierwiastek. Jude ma pewne swoje ciekawe dziwactwa (jak chociażby rozmawianie z dawno zmarłą babcią czy wiara w przesądy).



„Oddam ci słońce” jest pełne subtelnej melancholii, ale nie szczędzi nam również humoru. Dodatkowo Noah i Jude otrzymują swoje własne, wyjątkowe historie miłosne, które są… no cóż… naprawdę ciekawe, a przy okazji pełne przeszkód. Aż chce się kibicować, aby obojgu dobrze się ułożyło.

Moja własna sympatia od początku była przy Noahu. Czekałam z niecierpliwością na jego rozdziały i pochłaniałam je, spragniona więcej jego malowniczego sposobu myślenia.

Czy polecam? Jak najbardziej. „Oddam ci słońce” jest powieścią bardzo wciągającą, czyta się ją szybko i przyjemnie. Ma w sobie wszystko -  humor, smutek, miłość i pewnie przesłanie. Są też zagadki, niepewność, napięcie i ciekawe zbiegi okoliczności, które można by było nazwać przeznaczeniem.
Myślę, że naprawdę warto się z nią zapoznać. Mi podobała się ogromnie i śmiało mogę nazwać ją jedną z najlepszych książek, jakie czytałam. Ma w sobie to "coś".





~~~~~~

"Oddam ci słońce" nie jest typową świąteczną lekturą. A mimo to postanowiłam opublikować jej recenzję w ten świąteczny dzień, jeden z najważniejszych dla mnie w całym roku. Ponieważ jest ciepła, rodzinna, nieco melancholijna i zwraca uwagę na rzeczy w życiu najistotniejsze: miłość i życie w zgodzie z samym sobą. 
I tego właśnie Wam życzę - aby zawsze była z Wami osoba, dla której jesteście gotowi oddać cały świat.

xoxo
LittleAngel

piątek, 18 grudnia 2015

Last Christmas Book TAG





Uwielbiam święta Bożego Narodzenia! Cokolwiek by się w moim życiu nie działo, ten czas jest czasem spokoju, wytchnienia, odpoczynku i prawdziwej radości. Każde święta mają w sobie coś magicznego, co później wspominam z uczuciem ciepła w sercu i tęsknoty za kolejnym Bożym Narodzeniem. 
W tym roku będzie zupełnie inaczej niż zwykle, bo po raz pierwszy w życiu spędzę Wigilię sama.
No dobrze, nie tak do końca sama, bo na pewno będą ze mną moje książki :)

To tyle słowem wstępu. Przejdźmy do rzeczy.

Last Christmas Book TAG został stworzony przez niezrównaną Marthę z secret-books, która wydaje się być człowiekiem renesansu. Jest to coś innego, świeżego i bardzo kreatywnego.



NA CZYM POLEGA ZABAWA?

Poszczególne wersje słynnej piosenki "Last Christmas" tworzą odrębne kategorie, do których dopasowujemy książkę, bohatera, autora według tego, co podpowiada nam nasze serduszko i wyobraźnia :)

Let's go! 



1.Wham! - pierwszy śnieg


Pierwszy śnieg jest zwykle czymś co wywołuje sensację, śmiech, radość, zachwyt lub jęki rozpaczy, i zaskakuje drogowców. Mówi nam też ostatecznie, że tak, rzeczywiście jest już zima. Nie będę oryginalna. Moim pierwszym śniegiem będzie "Kobieta w lustrze" Erica Emmanuela Schmidta, czyli książka, od której zaczęło się moje recenzowanie.




2.Cascada - przebojowa biel

 

Gdy usłyszałam to hasło, moja wyobraźnia podsunęła mi obraz idealnie białej okładki "Białe jak śnieg" Salli Simukki. 




3.Carly Rae Jepsen - spokojne, melancholijne klimaty


"Kochani, dlaczego się poddaliście?" było dość melancholijną książką.




4.Crazy Frog - kolęda się zacięła


Tym razem nie musiałam się długo zastanawiać. Kolędą, która się zacięła zdecydowanie jest Thomas z "Więźnia Labiryntu". Bohater, który w co trzecim zdaniu był zły/wściekły/przestraszony, i tak przez całą książkę.




5.Pectus - typowe polskie święta


Moja pierwsza myśl: pierogi! Nie mam jednak żadnej książki o pierogach (zwykłe kucharskie się nie liczą) ani nie znam żadnej, gdzie główny bohater byłby pierogiem. Dlatego wybiorę coś innego. Wybiorę mojego ukochanego "Siewcę Wiatru". Bo jest polski. Bo jest o aniołach. Bo ma biel na okładce.




6.Ariana Grande - słodycze choinkowe


Cal z "Hex Hall" był słodki :)




7.The Collective - przystojny pan mikołaj


Cztery ^^




8.Benny Bennasi - wybuchające lampki choinkowe


Szkoda, że nie mogę umieścić tutaj serialu, bo bez zastanowienia powiedziałabym "Supernatural". Lampki na choince wybuchają, gdy jest za dużo emocji - jak w "Pani Jeziora" (czyli ostatniej części sagi o Wiedźminie) - lub gdy mają dość, bo ktoś totalnie schrzanił sprawę - jak Lauren Oliver w trylogii "Delirium".




9.Gummy Bear - świąteczny pudding


Hm... Pudding to w sumie taki budyń. Budyń jest gęsty i smaczny. "Futu.re" Glukhovskiego jest gęste dosłownie (gruba książka) i w przenośni (ciężki klimat). Jest też smaczne, bo na razie bardzo mi się podoba. Jest też totalnie nieświąteczne.




10.Glee - wigilia klasowa


Glee kojarzy mi się z Grantem Gustinem, ale nie bardzo mogę go tutaj umieścić :D Wigilia klasowa, czyli dużo osób, które się znają i lubią w jednym miejscu, czyli ognista mieszanka charakterów, czyli dobra zabawa, czyli jedzenie, czyli... zombie i "Przegląd Końca Świata".




O, to już koniec? Szkoda :)
A Wy? Macie ochotę przyłączyć się do zabawy?

xoxo
LittleAngel

czwartek, 3 grudnia 2015

Little Resume - November + Secret Last Books



Oficjalnie mamy już grudzień. Nie ma jeszcze śniegu, ale można już śmiało kupować świąteczne ozdoby i słuchać świątecznych piosenek bez ryzyka, że inni będą patrzeć na nas jak na wariatów. Nadszedł też czas, aby zrobić czytelnicze podsumowanie zeszłego miesiąca, który dla mnie - niestety - okazał się równie zapracowany, co poprzedni.



CO CZYTAŁAM?



Na moim czytelniczym koncie wylądowały po raz kolejny 4 książki. "Stigmata" Beatrix Gurian okazała się dość niespodziewaną i zaskakującą lekturą. Słynna "Dziewczyna z pociągu" - mój pierwszy targowy zakup - chociaż ciekawa i wciągająca, nie była tym, czym według zapowiedzi miała być. "W sieci umysłów" Jamesa Dashnera było drugą książką tego autora, którą czytałam i chociaż pomysł miał świetny, to wykonanie znów nie przypadło mi do gustu. Ja i styl tego autora z jakiegoś powodu się nie lubimy. "Dziewczyny z Hex Hall" to z kolei bardzo lekka, ciekawa młodzieżówka, którą poleciła mi koleżanka.



KSIĄŻKI W LICZBACH:

4 książki = 1420 stron = 47 stron dziennie



BLOGOWE ŻYCIE

♥  Podsumowanie października
Wszystkie byłyśmy w więzieniu - Targi Książki Kraków 2015
Mój stosik życia
2 recenzje: Stephen King - Lśnienie oraz Paula Hawkins - Dziewczyna z pociągu




https://www.facebook.com/events/1636992843225680/

Secret Last Books jest akcją-wyzwaniem, która wystartowała 1 grudnia i potrwa przez cały ten piękny miesiąc (jej druga część - Secret First Books - wystartuje w styczniu i wtedy też napiszę o niej kilka słów). Jak głosi tytuł, akcja ta polega na czytaniu ostatnich książek czyli po prostu kończeniu serii, które kiedyś tam zaczęliśmy, ale nie możemy się zmobilizować do dokończenia ich. Autorką wyzwania jest Martha Oakiss z secret-books (a jeśli klikniecie w logo powyżej, zostaniecie przeniesieni do strony wyzwania na Facebook'u).


Książki, które zamierzam przeczytać w ramach akcji:

• Rachel Hawkins "Dziewczyny z Hex Hall. Diable szkło" oraz "Spell Bound" (Seria "Hex Hall")
• Lauren Oliver "Requiem" (Seria "Delirium")
• Dmitry Glukhovsky "Metro 2035" (Uniwersum Metro)
• Michelle Hodkin "Mara Dyer. Przemiana" oraz "Mara Dyer. Zemsta" (Seria "Mara Dyer")
• Cassandra Clare "The Clockwork Princess" (Seria: "Diabelskie Maszyny")


Lista może i skromna, ale jeśli uda mi się przeczytać wszystkie zamierzone książki, na pewno dorzucę jeszcze kilka pozycji.




Have a nice December, everyone!

xoxo
LittleAngel

czwartek, 26 listopada 2015

48# Recenzja: Paula Hawkins - Dziewczyna z pociągu





Rachel codziennie dojeżdża do pracy tym samym pociągiem, który niemal zawsze zatrzymuje się przed tym samym semaforem. Wówczas Rachel odwraca głowę i wygląda przez okno, patrząc na szereg jednakowych domów, w których obcy ludzie prowadzą swoje idealne życie. Kiedyś sama mieszkała w jednym z nich. Kiedyś i ona była szczęśliwa, i kochana. Teraz pozostało jej tylko wyglądanie przez okno, snucie marzeń i topienie smutków w alkoholu.    
Szczególnie upodobała sobie jeden dom, dokładnie naprzeciwko semafora, przy którym zatrzymuje się jej pociąg. Mieszka w nim młoda para; ona – piękna, drobna, filigranowa, on – przystojny, dobrze zbudowany, zakochany w niej do szaleństwa. Rachel widuje ich czasem przesiadujących na tarasie. W jej wyobraźni noszą imiona Jasona i Jess, i prowadzą życie, którego ona została pozbawiona. Pewnego dnia widzi jednak coś, co burzy spokój jej sielskiej wizji. Jednocześnie daje jej szansę na stanie się częścią życia tych, których do tej pory tylko obserwowała. 
Rachel przestaje być nic nieznaczącą dziewczyną z pociągu.


Sława tej książki rozprzestrzenia się po świecie z prędkością japońskiego pociągu.  Ja sama nabrałam na nią ochoty, kiedy tylko przeczytałam opis. Zapowiadał się bowiem tajemniczy, mroczny thriller – czyli coś, co bardzo, bardzo lubię. W rzeczywistości ta książka z thrillerem niewiele ma wspólnego.

Pierwsze strony raczą nas ciekawym, intrygującym wstępem, którego znaczenie odkrywamy dopiero w ostatnich rozdziałach. Potem poznajemy Rachel – młodą kobietę, która się stoczyła. A konkretniej wpadła w sidła alkoholu. Mąż Tom przestał być dla niej oparciem, zostawił ją i ożenił się z inną. Teraz ta inna – Anna – prowadzi życie Rachel, mieszka w jej domu i wychowuje dziecko, którego Rachel nie mogła mieć. Egzystencja naszej bohaterki kręci się właściwie wokół obcych ludzi, których obserwuje przez szybę pociągu. Wyobraża sobie, jak szczęśliwi muszą ze sobą być i trochę im tego szczęścia zazdrości. Chce poczuć się kochana, ale nie potrafi o siebie zawalczyć i zrzucić jarzma przeszłości. Nie umie zacząć od nowa. Szuka zapomnienia w alkoholu.

Pewnego dnia dzieje się coś, co burzy idealne wyobrażenia Rachel i tak poznajemy Megan. Megan – nazywana przez główną bohaterkę Jess – wcale nie jest szczęśliwa. To kobieta w strzępach z trudną przeszłością, zmagająca się z atakami paniki, problemami ze snem i zazdrosnym mężem. Zazdrosnym nie bez powodu.

Na koniec poznajemy Annę – czyli tę, która zajęła miejsce Rachel u boku Toma. Annę, która ma obsesję na punkcie Rachel i boi się, że kobieta zrobi krzywdę jej córce.

Tak, kobiety zdecydowanie rządzą tą książką. Mamy tutaj różne osobowości i całą mnogość ludzkich dramatów. Powoli odkrywane są przed nami karty przeszłości i tragiczny związek, który łączy te trzy kobiety. Żadna z nich nie jest całkowicie pozytywna lub całkowicie zła. Ich wybory i zachowanie są mocno determinowane przez to, co spotkało je wcześniej, zwłaszcza w przypadku Megan i jej tragicznej historii.

Trzy kobiety = trzy narracje. Wydarzenia poznajemy głównie z perspektywy Rachel, rozdziały Megan rozpoczynają się rok wcześniej (przez co na początku byłam nieco zagubiona w czasie), Anna wcina się od czasu do czasu.

Jest ciekawie, owszem. Ciekawie i wciągająco już od pierwszych stron. Jednak zapowiadanego thrillera brak. Nie ma dreszczyku emocji. No dobra, jest lekki, w kulminacyjnym momencie. Są niespodzianki. Jest dramat z elementami kryminału i trochę psychologii.

Nie mogę powiedzieć, że się zawiodłam, bo naprawdę dobrze czytało się tę książkę. I moim zdaniem jest dobra. Z tym, że zupełnie różna od tego, czego można się było spodziewać po zapowiedziach. Dlatego niektórzy mogą się poczuć trochę wykiwani. Mnie się podobało i na pewno będę dobrze wspominać tę książkę, chociaż liczyłąm na coś bardziej mrocznego. 




Paula Hawkins, Dziewczyna z pociągu (The Girl on the Train), Świat Książki, 328 stron
 

wtorek, 17 listopada 2015

47# Recenzja: Stephen King - Lśnienie









„Lśnienie” to chyba najbardziej znana książka Stephena Kinga. Dla mnie jest to druga pełnowymiarowa powieść tego autora, jaką dane mi było czytać. Uwielbiam jego pokręcone pomysły, nieprzewidywalność, skrupulatne kreślenie bohaterów, którzy niejednokrotnie są bardziej wielowymiarowi niż prawdziwi ludzi, a najbardziej lubię, kiedy staje się tak mroczny, że aż można poczuć ciarki na plecach.

Tym razem przenosimy się do hotelu Panorama, który jest wręcz stworzony do bycia nawiedzanym przez duchy. Jest wielki, luksusowy, położony w pięknej, górskiej okolicy, ale przy okazji mający kilka mrocznych sekretów i zupełnie niedostępny w zimie.  Towarzyszymy rodzinie Torrance’ów, która właśnie na ten okres ma zamiar zamieszkać w hotelu. Jack, głowa rodziny, podejmuje się pracy dozorcy, który ma za zadanie zaopiekować się hotelem, kiedy nie będzie w nim gości i przygotować go na nadchodzący sezon. Mężczyzna jeszcze niedawno był szanowanym nauczycielem, jednak przez skłonność do agresji i duże problemy z alkoholem jego życie legło w gruzach. Praca w Panoramie ma być dla niego nowym początkiem i szansą na naprawę relacji z rodziną. 
Jack ma małego synka, Danny’ego, który jest niezwykłym chłopcem. Danny posiada dar, który pozwala mu czuć i widzieć więcej niż inni, wiedzieć o rzeczach, o których wiedzieć nie powinien.

Danny od początku czuje, że z hotelem jest coś nie tak. Chciałby jak najszybciej stamtąd wyjechać, jednak wie, jakie znaczenie ma ta praca dla jego taty. Hotel wywiera coraz większy, zły wpływ na Jacka, wyciągając na wierzch najgorsze, drzemiące w nim instynkty. Szykuje się długa, trudna zima.



Powiem tak: „Lśnienie” nie było do końca tym, czego się spodziewałam. Spodziewałam się lektury mocnej, wciągającej, takiej, która mnie przerazi i sprawi, że w trakcie czytania będę z obawą spoglądać, czy coś przypadkiem za mną nie stoi. Tak się nie stało.

Z jednej strony historia była dobrze skonstruowana, to powolne popadanie Jacka w obłęd, to, jak próbował nieśmiało się ratować, jak Danny próbował go ratować, jak mordercze instynkty ostatecznie wygrały. Z drugiej strony książka strasznie mi się dłużyła i w ogóle mnie nie przestraszyła.

Hotel Panorama, leżący w górach, dość daleko od cywilizacji, opuszczony zimą – i to naprawdę opuszczony, bo gdy spadnie śnieg, dotarcie do niego bez skutera śnieżnego lub helikoptera jest niemożliwe – to wręcz idealne miejsce do nawiedzania. I rzeczywiście zło panoszy się tam, że aż miło, a na dodatek jest to głodne zło, napędzane siłą ludzi, którzy ponieśli tam śmierć, pragnące więcej i więcej. Pragnące potęgi. Z taki hotelem można naprawdę zrobić wiele.

Jednak najbardziej przerażająca jest chyba samotność.  Rodzina Torrance’ów zostaje w hotelu zupełnie sama, z dala od cywilizacji, od innych ludzi. Można powiedzieć, że przez około pół roku będą się kisić we własnym sosie, a nie są wzorową rodziną i już wcześniej nie bardzo im się razem układało. Hotel jest ogromny, ale jego wielkość tylko pogłębia wrażenie pustki. Każdy mógłby zacząć wątpić w swoje zdrowie psychicznie – zwłaszcza, że akcja „Lśnienia” ma miejsce w czasach, kiedy technika nie jest tak rozwinięta jak teraz. A nawet jeśli przenieść by ją do naszych czasów, to pewnie i tak byłoby ciężko ze złapaniem zasięgu i skontaktowaniem się z kimkolwiek.  

Jack Torrance jest typowym bohaterem kingowym. A ja mam trudność z polubieniem tego typu bohaterów i myślę, że to dlatego tak mi się czasem ciężko czytało. Poza tym liczyłam na to, że będę się bać, że będą ciary, a chociaż strachy się pojawiały, to dla mnie były jakieś takie za mało straszne.


„Lśnienie” to książka dobra, ale tylko dobra. Dopracowana, z ciężkim, jakby brudnym klimatem, ale nieco zbyt wolną jak na mój gust akcją i bez grozy wylewającej się z każdej strony. 


poniedziałek, 9 listopada 2015

8# Kupka książków tu, kupka książków tam - czyli stosik życia



Cześć wszystkim!

Tak, jak obiecałam w poprzednim poście, dzisiaj pochwalę się, jakie cudeńka pojawiły się na mojej półce po ostatnich Targach Książki w Krakowie. Kilka pozycji zostało przeze mnie zdobytych wcześniej i również zostały tutaj umieszczone, żeby nie czuły się samotne i zapomniane. W sumie można uznać, że to taki wrześniowo-październikowy haul. 

Enjoy!







Laura Gallego Księga Portali - otrzymana podczas zjazdu blogerów na Targach Książki. Nie mam pojęcia, o czym jest ta książka, więc będzie to jedna wielka niespodzianka

Leonardo Patrignani Wszechświaty. Pamięć - j.w. Na tę serię mam ochotę już od dość dawna, jednak najpierw muszę zdobyć pierwszą i ostatnią część

Paula Hawkins Dziewczyna z pociągu - pierwszy targowy zakup. Zaczęłam już czytać i na razie mogę powiedzieć, że rzeczywiście jest bardzo wciągająca, chociaż nieco inna, niż przypuszczałam [CZYTA SIĘ]

Laura Gallego Tam, gdzie śpiewają drzewa - zakup targowy. Ta książka chodziła za mną już od dwóch lat, nie mam pojęcia, o czym jest i przyznaję się szczerze, że kupiłam ją ze względu na piękną okładkę (i dopiero pisząc tego posta zorientowałam się, że to książka autorki Księgi Portali. Brawo ja)

Robert J. Schmidt Otchłań - kupiona na pewnym malutkim stoisku z tanią książką. Kolejna powieść z Uniwersum Metro 2033, której akcja dzieje się w Polsce. Nie mogę się doczekać lektury!

Caitlin Kittredge Żelazny Cierń - efekt przeglądania stoiska z tanią książką w Auchanie

Matthew Quick Niezbędnik obserwatorów gwiazd - wylosowana podczas spotkania blogerów po Targach Książki

James Frey Endgame. Wezwanie - zakupiona u Marty. Na Endgame miałam ochotę już od dawna, jestem bardzo ciekawa tych wszystkich zagadek i mam nadzieję, że będzie mi się podobało

Dominik W. Rettinger Klasa - zdobyta na stanowisku wydawnictwa Otwarte. Nie słyszałam wcześniej o tej książce, ale podobno jest dobra. Kolejna wielka zagadka w tym stosiku

Bernard Cornwell Płonące Ziemie - wylosowana na spotkaniu blogerów. Od dawna chciałam poznać Wikingów Cornwella, teraz pozostaje zdobyć początkowe książki z serii

Eve Edwards Gra o miłość - zakupiona u Marty. Alchemia miłości była całkiem przyjemną lekturą, więc postanowiłam się skusić na więcej

Eve Edward Demony miłości - wylosowana na spotkaniu blogerów. Akurat brakowało mi tej części do uzupełnienia trylogii

Jennifer Niven Wszystkie jasne miejsca - zakup targowy. Szykuje się genialna lektura!

Cecelia Ahern Pora na życie - dorwana na promocji w Auchanie. Straszną mam na nią ochotę, bo bohaterka wydaje się mieć ze mną dużo wspólnego. Poza tym liczę na lekką, przyjemną lekturę ze szczęśliwym zakończeniem. A teraz bardzo potrzebuję szczęśliwych zakończeń

Amy Tintera Restart - książka z Epikboxa. Bohaterowie mają numery przy imionach, więc musi być dobrze

Michelle Hodkin Mara Dyer. Zemsta - zakup targowy. Kocham Marę Dyer! Pierwszą część kupiłam na zeszłorocznych Targach, dwie pozostałe w tym roku i mam plan przeczytać na raz całość. Nie mogę się doczekać!

Michelle Hodkin Mara Dyer. Przemiana - j.w.

Dmitry Glukhovsky Futu.re - zakup targowy. Nie mogłam przejść obojętnie obok książki autora uwielbianego przeze mnie Metra

Paola Capriolo Porządek rzeczy - zakup targowy. Kolejna książka kupiona dla pięknej okładki. Stoczyłam się

Susan Ee Angelfall - zakup targowy. Uwielbiam anioły i to aż dziwne, że dopiero teraz zabieram się za Angelfall. Ale przynajmniej cała trylogia jest już wydana, więc nie muszę czekać

Kat Zhang Co ze mnie zostało - zakup targowy. Piękna okładka, intrygująca fabuła. Mam nadzieję, że będzie tak świetna, jak się zapowiada



I to byłoby wszys... A, nie! Jeszcze nie! :D 



PewDiePie Ta Książka Cię Kocha - a przy okazji jest genialna, mega pozytywna i wywołuje banana na mojej buzi, ilekroć do niej zaglądam.





xoxo
LittleAngel

czwartek, 5 listopada 2015

Little Resume - October





To był bardzo szybki październik. Szybki i zapracowany, przez co miałam nieco mniej sił na czytanie. Były też Targi Książki w Krakowie, dzięki którym zdobyłam całkiem sporo ciekawych pozycji. Moje książkowe skarby powinny pojawić się w następnym poście.



CO CZYTAŁAM? 


"Drugą Szansę" Katarzyny Bereniki Miszczuk wypożyczyłam w bibliotece. Uwielbiam styl i oryginalne pomysły pani Katarzyny, jednak to była zdecydowanie najsłabsza z jej książek, które dane mi było czytać. Trylogię Delirium Lauren Oliver dziwnym zrządzeniem losu udało mi się dorwać za jednym zamachem również w bibliotece. "Delirium" było ciekawym wstępem i mogłoby stanowić osobną historię miłosną. "Pandemonium"... cóż, zdenerwowało mnie. A konkretnie zdenerwowała mnie główna bohaterka, jak i sama autorka, ponieważ wplotła do fabuły rzeczy, które w moim odczuciu są zwyczajnie niefajne (jak chociażby wyznawanie miłości chłopakowi, którego zna się kilka dni, po tym, jak pół roku wcześniej umarła miłość twojego życia). Przez to lektura trochę przeciągnęła mi się w czasie, bo zwyczajnie nie miałam na nią ochoty i ostatnie strony czytałam już w listopadzie. A "Łowca snów" Stephena Kinga był po prostu genialny!



KSIĄŻKI W LICZBACH

4 książki = 1674 strony = 54 strony dziennie



BLOGOWE ŻYCIE

Pierwszy Midnight Watching (American Horror Story)
Październikowy Epikbox




Nie powiem, żebym szczególnie poszalała w tym miesiącu. Ale praca w systemie 12-godzinnym jednak robi swoje. Często mam ochotę położyć się i przespać resztę życia. Nie zrobię tego jednak, ponieważ przez sen nie można czytać, a tyle wspaniałości jeszcze przede mną.



Udanego listopada!

xoxo 
LittleAngel