Witajcie, Gołąbki!
Przychodzę dzisiaj do Was z nowym cyklem recenzenckim, w
którym mówić Wam będę o przeczytanych przeze mnie ostatnio seriach, które warto
polecić, które były świetne, dobre, zwyczajne lub po prostu słabe. Na pierwszy
ogień zamierzam wziąć serię Kiery Cass, która ostatnio cieszy nasze oko
pięknymi okładkami ze stron blogów i półek księgarni.
„The Selection” teoretycznie jest trylogią, ale autorka
chyba zmieniła zdanie co do ogólnej koncepcji tej historii, bo słyszałam, że w
przyszłym roku ma się pojawić część czwarta. Jak będzie, zobaczymy, ale ja już
teraz mogę powiedzieć, że zupełnie nie mam nic przeciwko temu :)
Przenosimy się w przyszłość. Świat przetrwał już III wojnę
światową i uszedł cało z IV. Stany Zjednoczone upadły, miały swoje przygody z
Chinami i dzięki pewnemu osobnikowi Gregory’emu Illei przekształciły się w nowe
państwo, które pan Illea skromnie nazwał swoim nazwiskiem i został jego królem,
zmieniając ustrój na monarchię, a społeczeństwo dzieląc na 8 kast.
Poziom życia maleje wraz z wzrostem numeru kasty, tak więc
Jedynkami jest rodzina królewska, a Ósemkami bezdomni i żebracy.
Żeby było sprawiedliwie i symbolicznie oraz ku zadowoleniu
ludzi, król wymyślił, że każda kolejna królowa powinna pochodzić z ludu. Tak
powstały Eliminacje.
Gdy książę Illei kończy 19 lat, każda dziewczyna w
odpowiednim wieku może złożyć aplikację, aby mieć szansę zostać jego żoną.
Spośród wszystkich losowane jest 35 dziewcząt, które następnie przybywają do
pałacu, aby książę mógł je poznać. Młode kobiety uczone są tego, co powinna
umieć księżniczka i przyszła królowa, wypełniają stawiane przed nimi zadania i
spędzają czas z księciem.
Następca tronu eliminuje te, z którymi nie znalazł wspólnego
języka lub które w jakiś sposób złamały regulamin, aż wreszcie pozostaje
finałowa szóstka – Elita – a następnie trójka, w której znajduje się przyszła
żona księcia i następna królowa Illei.
Z kolei młodzi mężczyźni przechodzą Pobór – są losowani do
służby w wojsku i, albo stają się strażnikami króla (co jest świetnym wyjściem,
bo numer ich kasty magicznie winduje do liczby 2), albo wysyłani za granicę na
front (co jest wyjściem nieco gorszym, gdyż zazwyczaj na tym froncie umierają).
W części pierwszej poznajemy naszą protagonistkę – Americę –
która jest Piątką. Numer pięć to kasta artystów, tak więc i nasza bohaterka
udziela się jako muzyk, podbijając tym dochody rodziny. I w zasadzie jest nawet
całkiem szczęśliwa – robi, to co lubi i ma chłopaka. O którym nikt nic nie wie.
Bo ów chłopak, przystojny Aspen, jest Szóstką, czyli stoi niżej w hierarchii
społecznej i świat niekoniecznie zaakceptuje ich związek.
Maxon, obecny następca tronu, jest właśnie w wieku
rozpłodowym osiąga odpowiedni wiek,
aby wybrać sobie księżniczkę. W związku z tym w całym kraju następuje szał
składania aplikacji przez młode dziewczęta, z których zostanie wybrana przyszła
królowa. America jest akurat w idealnym wieku, aby wziąć udział w Eliminacjach,
jednak ma gdzieś naszego księcia. Inni jednak (włącznie z jej własnym
chłopakiem) uważają, że to wielka szansa i nakłaniają dziewczynę do złożenia
aplikacji. Jak można się było spodziewać, America zostaje wybrana do grona 35 kandydatek,
które udadzą się do pałacu, aby zdobyć miłość księcia i nowe sukienki.
Pierwszy tom serii opowiada o początkowym etapie Eliminacji
i tym, jak America radziła sobie w pałacu. Aspen z nią zerwał, zanim wyjechała,
bo ośmieliła się fundnąć mu kolację, więc to nowe życie jest dla niej
swojego rodzaju ucieczką. Dziewczyna proponuje księciu Maxonowi bardzo
korzystny układ, dzięki któremu rodzi się między nimi przyjaźń.
Mamy też od czasu do czasu ataki buntowników – z Północy i z
Południa (coś nie ma zbyt wielu przyjaciół ten obecny król). Jedni są bardzo
agresywni i żądni krwi, drudzy natomiast wynoszą coś z pałacu od czasu do
czasu. Ja jednak przez całą powieść nie mogłam się zorientować, którzy są
którzy. I nie wiem, czy była to wina mojej biednej mózgownicy, tłumaczenia, czy
po prostu autorka też się nie mogła zdecydować.
Druga część serii rozpoczyna się mniej więcej wtedy, gdy w
pałacu zostaje tylko 6 dziewczyn, czyli właśnie tytułowa Elita. Jak można się
spodziewać nasza główna bohaterka jest wśród szczęśliwej szóstki. Co więcej – w
pałacu jest też jej były niedoszły, Aspen. I nie, nie trafił tam jako zabłąkany
kandydat na księżniczkę, a po prostu przeszedł Pobór i trafiła mu się służba w
pałacu. Szczęściarz. Aspen próbuje odnowić swój związek z Americą i jest
zazdrosny o księcia Maxona. Książę Maxon nie ukrywa, że chętnie widziałby
Americę u swego boku i nic nie wie o Aspenie. A America sama nie wie, czego
chce, bo tutaj ma Aspena, który jest dla niej symbolem bezpieczeństwa, a z
drugiej strony jest Maxon, który zachowuje się, jakby ją kochał, ale w sumie to
jej tego nie powiedział i śmie się spoufalać z innymi dziewczynami z Elity,
więc pewnie jej nie kocha.
Nasza protagonistka buja się niczym wahadełko od jednego
pana do drugiego. A tymczasem nasila się problem buntowników, robi się troszkę
niebezpiecznie i pojawia się pewna brutalna scena, którą czytałam z otwartą
buzią, bo nie spodziewałam się tego w tej książce.
♥ RYWALKI – zdecydowanie najlepsza część serii. Dobry,
wciągający kawał lektury zapowiadający kolejną świetną antyutopię.
♥ ELITA – coś się niedobrego tutaj porobiło. Odkąd w pałacu
pojawił się jej były, nasza główna bohaterka zaczęła świrować i gdzieś zgubiła
zdrowy rozsądek. Raz chce być z księciem Maxonem, by chwilę później chcieć wrócić
do Aspena. Jej zachowanie potrafiło być strasznie irytujące, zwłaszcza kiedy
wątpiła w uczucia Maxona, który powtarzał jej, że chętnie ją poślubi, jeśli
tylko będzie wiedział, że ona też tego chce. To miotanie się Americi i tak nie
było aż tak wielkie, jak się spodziewałam po innych recenzjach. Chociaż czasami
miałam ochotę wywracać oczami i robić głupie miny. W zasadzie miałam wrażenie,
że Maxon jest tam jedyną rozsądną osobą. Chciał być z Americą, ale że ta
kręciła na niego nosem, to próbował poznać też inne dziewczyny – w końcu jakąś
księżniczkę wybrać musiał.
Nie chcę jednak źle oceniać naszej bohaterki, bo mam nawet
wytłumaczenie dla jej zachowania. Za dużo psychiatrii i psychologii na
studiach. Rozumiem ją. I troszkę mnie to martwi. Ale, ale… lekturze
towarzyszyły też inne emocje – zwłaszcza w związku z ową sceną, o której
wspomniałam wyżej i którą czytałam z
otwartą buzią. To było strasznie, strasznie niespodziewane.
♥ JEDYNA – tę część umieściłabym w rankingu fajności
pomiędzy dwiema poprzednimi. Była zdecydowanie lepsza niż „Elita”, ale nie tak
świetna jak „Rywalki”. Podobało mi się to, co narodziło się pomiędzy
dziewczynami. Zakończenie – trochę bajkowe – ale mnie jak najbardziej odpowiadało.
Nie mam pojęcia, co takiego ma w sobie ta seria, ale
uwielbiam ją. Chciałam poczytać coś lekkiego, fajnego, przy czym będę się
dobrze bawiła i zniknęłam na tydzień w Illei. Przeczytałam w tym czasie
wszystkie trzy części powieści plus opowiadania „The Prince” i „The Guard”,
które w tym miesiącu zagoszczą w Polsce w tomiku zatytułowanym „Książę i
Gwardzista”.
Jestem świetnym dowodem na to, że książka wcale nie musi być
idealna, żeby uwieść czytelnika.
Kiera Cass, Rywalki (The Selection), tom 1, Wydawnictwo Jaguar, 336 stron
Kiera Cass, Elita (The Elite), tom 2, Wydawnictwo Jaguar, 328 stron
Kiera Cass, Jedyna (The One), tom 3, Wydawnictwo Jaguar, 329 stron
Wyzwania: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu - 2,5 cm + 2 cm + 2,5 cm