poniedziałek, 23 marca 2015

34# Recenzja: Colleen Hoover - Hopeless






Ona – Sky Davis – zwyczajna, ale bardzo niezwyczajna nastolatka. Nie uczęszcza do szkoły, ponieważ mama woli ją uczyć w domu. Nigdy nie miała telefonu, komputera, telewizora. Ma za to jedną najlepszą przyjaciółkę i opinię dziewczyny lekkich obyczajów. Od innych przedstawicielek jej płci odróżnia ją także fakt, że pieszczoty chłopców nie sprawiają jej w ogóle przyjemności – czuję się wtedy otępiała i raczej znudzona.

On – Dean Holder – chłopak o opinii awanturnika. Przeżył naprawdę ciężki rok. Ludzie plotkują, że spędził go w poprawczaku. Teraz wraca do miasta i postanawia jako tako poukładać sobie życie, chociaż demony przeszłości ciążą jak kamień na jego sumieniu.

Tych dwoje trafia pewnego dnia do jednego zwyczajnego spożywczaka. I nie byłoby w tym nic dziwnego, ot zwykłe spotkanie dwojga nieznajomych, które przechodzi bez echa.
Jednak w ciele Sky dzieje się coś dziwnego. Gdy dostrzega Holdera, jej serce zaczyna szybciej bić, a dziewczyna orientuje się, że po raz pierwszy jakiś chłopak się jej podoba.
Aby następnie śmiertelnie ją wystraszyć, gdy biegnie za nią na parking i wypytuje, czy na pewno ma na imię tak, jak ma na imię.
Chociaż Holder zachowywał się jak wariat, Sky nie może wyrzucić go z pamięci. Koleje losu sprawiają, że ta dwójka coraz bardziej się do siebie zbliża, a przed Sky otwierają się karty przeszłości, które dla jej dobra powinny jednak zostać zakryte.






Nie przeczę, że obietnica tajemnicy, którą będę mogła powoli odkrywać wraz z bohaterami była tym, co mnie początkowo najbardziej kusiło w „Hopeless”.  Co prawda dość szybko zorientowałam się, jak mniej więcej wyglądała przeszłość Sky i jakie straszne rzeczy się wówczas wydarzyły, nie odebrało mi to jednak przyjemności z czytania.

Historia Sky i Holdera w zasadzie już od początku wciągnęła mnie na amen. Znów mogłam poczuć to przyciąganie, które sprawia, że gdy otwierasz daną książkę, nie możesz się od niej oderwać, dopóki nie dowiesz się wszystkiego, a jeśli musisz ją odłożyć z powodu innych obowiązków, to masz ochotę wracać do niej w każdej wolnej chwili. „Hopeless” to właśnie taki książkowy magnes.

Holder dość szybko stał się jednym z moich ulubionych, książkowych amantów. Chłopak prawie-idealny, który pod koniec powieści doprowadził do spadku swej idealności wypowiadając dwa-trzy zdania, na które moja waleczna natura kręciła nosem. Gdyby mój chłopak coś takiego powiedział, pewnie zostałby przeze mnie pobity, ale Sky wcale to nie przeszkadzało. No cóż, jej chłopak, jej wymagania.

Bardzo polubiłam też Breckina. Wnosi dużo słońca do tej powieści, która sama w sobie jest raczej tworem słodko-gorzkim.

Nasza główna bohaterka ma pewne swoje wady, jednak każdy mól książkowy może poczuć do niej nutkę sympatii. Bo Sky też uwielbia czytać. I czyta z Holderem. Aww… To było słodkie.
Ponadto piecze ciasta. A ja bardzo lubię piec, więc ma u mnie dodatkowy plus. Ma też takowy za nieprzejmowanie się złośliwymi opiniami innych. Bardzo przydatna to cecha w dzisiejszym świecie, gdzie często ludzie podstawiają sobie nogi, czasem nawet nie robiąc tego celowo.

Słów kilka o tym, co mi się nie podobało. Nie ma tego dużo i szybko przez to przebrniemy, aby pozytywy zostawić na deser.
Dobra, zaczynamy.

Numer 1: Seks jako lek na problemy. Stało się coś złego? Pokochajmy się, żeby o tym zapomnieć. Masz zmartwienie? To nic, zaraz będzie seks i poczujesz się lepiej. Rozumiem, że w niektórych momentach zbliżenia między bohaterami miały nawet pewien symboliczny charakter, coś mi jednak w tym wszystkich zgrzytało. Dodatkowo w pewnym momencie mój zmęczony mózg przeinaczył słowa Holdera i wyszło mi coś nieprzyjemnego. Aż musiałam kilka razy przeczytać ten fragment, żeby się zorientować, że nie miał na myśli tego, co myślałam, że miał.

Numer 2: Słowa Holdera, które zniszczyły jego prawie-idealny wizerunek w moich oczach (nie te, o których mówię w punkcie 1).

Numer 3: Chociaż bardzo się cieszę, że wszystko skończyło się tak, jak się skończyło, to jednak znów coś mi w niektórych momentach nie pasowało. Jakby rozwiązania pewnych spraw zostały stworzone po to, aby zakończenie było takie, a nie inne, nawet jeśli wydają się nieco sztuczne.

Dobra, tyle. Koniec złości. Teraz fajności.

Numer 1 : Bardzo wciągająca, ciepła lektura, pomimo gorzkiego posmaku złych wydarzeń. Pomaga znów uwierzyć w bezinteresowną miłość.

Numer 2 : Styl autorki. Czyta się szybko i przyjemnie. Nic nie zgrzyta, nie ma się ochoty pluć przecinkami i powtórzeniami.

Numer 3: Przygotujcie chusteczki. Jestem wrażliwa, jednak nie aż tak, aby płakać na każdej książce. Książka naprawdę musi się postarać, żeby wycisnąć ze mnie łzy. „Hopeless” się udało. Kilka razy.

Numer 4: Intryga całkiem ładnie spleciona. Wszystko na koniec prawidłowo się ze sobą łączy, każdy element układanki pasuje, nie ma brakujących puzzli.

Numer 5: Holder. Chociaż wciąż nie mogę mu wybaczyć tego, o czym zaczynam już pisać trzeci raz.

Numer 6: Chociaż wzbraniałam się przed jej przeczytaniem, już mogę powiedzieć, że pojawi się za rok w Najlepszych Książkach 2015. Zdobyła moje serce.

Numer 7: Niby romans jak to romans, niby YA/NA podobne do innych, ale jednak ma w sobie to coś. Nie jestem jakąś szczególnie wielką fanką romansów, historia miłosna musi coś w sobie mieć, żeby mnie ująć. Tutaj znalazłam tę właśnie małą iskierkę, a składają się na nią te wszystkie plusy, które wymieniam plus te, których nawet nie potrafię określić.

Numer 8: Ma ładną okładkę.

Numer 9: Holder.

„Hopeless” bardzo pozytywnie nastawiło mnie do twórczości pani Colleen Hoover (to mój debiut, jeśli chodzi o książki tej pisarki). Miałam w planach poznać od razu wszystkie trzy części tej historii, jednak sięganie po „Losing Hope” bez zrobienia sobie krótkiej przerwy pomysłem najlepszym nie było.
Dlatego nie róbcie tego błędu, co ja i dajcie sobie przez chwilę odetchnąć. Jeśli spodobała Wam się ta historia, pozwólcie jej chociaż trochę rozejść się po kościach i wtedy czytajcie dalej.




HOPELESS

 Hopeless   l   Losing Hope   l   Szukając Kopciuszka







 Colleen Hoover, Hopeless (Hopeless), tom 1, Wydawnictwo Otwarte, 424 strony



wtorek, 24 lutego 2015

7ReadUp - podsumowanie



http://secret-books.blogspot.com/2015/02/7readup-i-informacje.html


Hi!
Pamiętacie akcję/wyzwanie 7ReadUp, o którym wspominałam w poprzednim poście? 
Jak już mówiłam, wyzwanie to zostało wymyślone przez Marthę Oakiss z secret-books i krótko mówiąc polega na tym, aby przez 7 dni czytać jak najwięcej, motywować się do czytania i każdego dnia skrupulatnie notować, ile stron się przeczytało. Dodatkowo każda przeczytana w trakcie akcji książka mogła zaliczać nam dodatkowe wyzwania - żeby było więcej zabawy!

Czas trwania akcji: 11-17 luty

Jak mi poszło?
Krótko mówiąc - średnio. Miałam wtedy co prawda tydzień wolnego, jednak przy okazji zajmowałam się też innymi rzeczami (jak granie w grę pisanie licencjatu. Bardzo powolne...)
Wpadłam też na iście genialny pomysł, aby czytać kilka książek na raz. Dwa e-booki, jedna, którą wzięłam na przejazd Kraków-dom i z powrotem, jedna, którą wypożyczyłam w bibliotece...plus prawie-przeczytany "Kosogłos", który pozostał samotny w Krakowie. Co te książki ze mną mają... :)


Czytane książki: 

Lauren Myracle, John Green, Maureen Johnson "W śnieżną noc"
James Dashner "Więzień Labiryntu"
Rick Yancey "Piąta fala"
  

Dzień 1: 44 strony "W śnieżną noc"
               9 stron "Więzień Labiryntu"

Dzień 2: 45 stron "Więzień Labiryntu"

Dzień 3: 28 stron "Więzień Labiryntu"
             74 strony "Piąta fala"

Dzień 4: 63 strony "Piąta fala"

Dzień 5: 35 stron "Piąta fala"

Dzień 6: 78 stron "Piąta fala"

Dzień 7: 13 stron "Piąta fala"
               3 strony "Więzień Labiryntu"



Razem: 392 strony


Nie powiem, żeby był to szczególnie imponujący wynik :P Może następne 7ReadUp-y pójdą mi lepiej :)

xoxo
  


poniedziałek, 9 lutego 2015

BBC Sherlock Book TAG


Hello Everyone!
Dzisiaj w ten bardzo śnieżny, biały, lutowy wieczór, mam dla Was kolejny TAG, którego autorką jest tradycyjnie niezrównana w wymyślaniu kolejnych tagów i książkowych zabaw Martha. 

Tym razem książkowa zabawa powiązana jest z serialem "Sherlock" emitowanym przez telewizję BBC, który znają już chyba wszyscy - albo przynajmniej o nim słyszeli. 

No to do dzieła!





1.Sherlock Holmes/Benedict Cumberbatch - bohater/autor nie bardzo lubiany przez innych, jednak kochany przez ciebie


Ponieważ łatwiej jest wskazać bohatera/autora, który przez innych jest lubiany, a mnie nie do końca przekonuje, postanowiłam pójść nieco inną drogą. Dlatego do pierwszej kategorii wybrałam panią Margit Sandemo - norweską pisarkę, której sagi pokochałam kilka lat temu, a o której wielu z Was pewnie w ogóle nie słyszało. Szczerze polecam!



2.John Watson/Martin Freeman - krótka książka



Połączenie słów "Martin Freeman" i "krótki" zdecydowanie budzi mój uśmiech (Hobbit nie ma z tym nic wspólnego. Chyba). Jednak do tej kategorii wybrałam książkę raczej poważną, poruszającą bardzo trudny temat - problem anoreksji. "Motylki", bo tak brzmi polski tytuł, bardzo mi się podobały. Dzięki pierwszoosobowej narracji możemy z pierwszej ręki poznać uczucia chorej dziewczyny, która z jednej strony zdaje sobie sprawę z choroby, a z drugiej nie umie podjąć z nią walki.



3.Moriarty/Andrew Scott - bohater, który nie do końca ma równo pod sufitem



Wampir Louis z "Wywiadu z wampirem" Anne Rice nie jest taki, jak reszta wampirów (tych prawdziwych, nie świecących w ciemności jak figurki z Kinder Niespodzianki na słońcu). To klasyczny przykład głębokiej depresji spowodowanej zbyt filozoficznym podejściem do zbyt długiego życia i przymusu chłeptania ciepłej krwi. Do tego dochodzi utrata niby-dziecka i partner-prześladowca. I jak tu się nie załamać? Nawet Moriarty jest w szoku.



4.Anderson - irytujący bohater, który zaniża IQ całej ulicy



Ten pan po prawej to Davos Seaworth, bohater "Pieśni Lodu i Ognia" George'a R.R. Martina. Niby nie jest zły ani jakoś szczególnie głupi, ale nie przepadam za nim. Tak po prostu.
 


5.Moffat&Gatiss - autor, który nieomal przyprawił cię o atak serca (interpretacja dowolna)



Pani Mira Grant zdecydowanie próbowała przyprawić mnie o atak serca i epizody hiperwentylacji. Atak nastąpił przez to, jak zakończyła "Feed" - a czytając "Deadline" i "Blackout" odczuwałam ciągły niepokój.



6.BBC - ulubione wydawnictwo, którego książek posiadasz najwięcej
Nie mam ulubionego wydawnictwa, jednak swego czasu kolekcjonowałam norweskie sagi, które wydawał Fakt, więc to stamtąd mam najwięcej książek :)



7.Fandom - książka/seria, o której możesz rozmawiać godzinami



"Władca Pierścieni", saga o Wiedźminie oraz "Saga o Ludziach Lodu" to chyba moje ulubione historie ever. Mogłabym bardzo długo o nich rozmawiać, pisać lub opowiadać (łagodne określenie opisujące mnie wygłaszającą monolog pochwalny na cześć wyżej wymienionych).



8.Związki - książkowa para, która nie jest razem, ale bardzo chcesz, żeby była



Tak, tak, dobrze widzicie. Damon i Elena. Już się pogubiłam w tym, jak to między nimi jest (nie ogarniam sytuacji ani w książce, ani w serialu). Ale chcę, żeby byli razem. Chociaż książkowa Elena jest conajmniej dziwna. Ale lubię Damona. Więc niech mu się wiedzie, a co!


9.Niebieski szalik - bohater, który ma najlepszy styl



Kto zna "Igrzyska Śmierci", temu nie muszę tłumaczyć, dlaczego Katniss. Kto nie zna - niech sprawdzi, jakie stroje nosiła grająca ją Jennifer Lawrence. 


10.Reichenbach - najbardziej niespodziewana śmierć (NO SPOILERS!)



Najbardziej niespodziewana śmierć (według mnie) nastąpiła pod koniec książki "Przegląd Końca Świata. Feed". To właśnie przez nią autorka przyprawiła mnie o atak serca (o czym mówiłam powyżej).


11.Dedukcja na ekranie - piękna czcionka na okładce



Dawno nie wspominałam tutaj o "Siewcy Wiatru". Tak więc oto jest: Siewca i jego całkiem ładna okładkowa czcionka.


12.Baker Street 221B - ulubiona książka z numerem w tytule



W innych okolicznościach pewnie długo bym się zastanawiała, jaką książkę wybrać, ale odkąd pojawił się "Cztery", mam już swoją ulubioną książkę z numerem w tytule ^^




To już była ostatnia kategoria tego TAG-u :) Ale Martha stworzyła już kolejny Sherlockowy Tag, który niebawem pojawi się i u mnie, bo bardzo, bardzo mi się spodobał.
Natomiast za tydzień pojawi się małe podsumowanie akcji 7ReadUp - organizowanej również przez Marthę. Akcja trwa przez 7 dnich - 11-17.02. Jeśli też chcecie wziąć udział, a jeszcze się nie zapisaliście/nie wiecie o co w tym chodzi, zapraszam na bloga Marthy -> klik .

xoxo


PS: Obrazki pochodzą z szeroko pojętych Internetów, a zdjęcie pani Miry stąd.

piątek, 30 stycznia 2015

The Series Friday 2# : Cornelia Funke - Reckless / Mirrorworld






Wyobraźcie sobie, że pewnego dnia znajdujecie gdzieś duże, całkiem ładne lustro. W zasadzie nic specjalnego, ot zwykły kawałek szklanej tafli, w którym odbija się wasza postać i to, co znajduje się dookoła was. Ale gdy tylko podejdziecie nieco bliżej i przysłonicie dłonią oczy własnego odbicia, znajdziecie się w innym świecie. Poważnie. W świecie, który wydaje się być odbiciem naszego, ale jakby kilka wieków wstecz. W świecie, w którym żyją nimfy, elfy, karły i inne cuda. W świecie, w którym magia jest żywa.

Do takiego właśnie świata trafił pewnej nocy mały Jakub Reckless. Jak mu się to udało? Otóż właśnie znalazł magiczne lustro. We własnym domu. A dokładniej w gabinecie ojca, który zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach (ojciec, nie gabinet). Matkę chłopca z tego powodu dopadła depresja, więc to on musiał być wparciem dla swojego młodszego braciszka Willa.
Znalezienie lustra i wskazówki, jak go używać dało Jakubowi nadzieję na to, że jeszcze zobaczy tatę. Chłopiec coraz częściej znikał w bajkowym świecie, który stał się dla niego odskocznią od nieciekawej rzeczywistości. Jedynie Will sprawiał, że wracał.

Jakub dorastał i przeżywał niezliczone przygody w świecie za lustrem. Zdobył wierną przyjaciółkę i towarzysza w postaci Lisicy – dziewczyny z futrzaną sukienką, dzięki której mogła przyjmować postać lisa. Chłopak uratował ją w dzieciństwie i od tamtej pory nie odstępowała go na krok. Wiele razy to dzięki niej udawało mu się wychodzić z najgorszych tarapatów.

Z biegiem lat w świecie za lustrem Jakub Reckless stał się jednym z najlepszych i najsłynniejszych łowców skarbów.






Jakub przeszedł przez lustro, aby po raz kolejny zobaczyć się ze swoim bratem. Nie przewidział jednak, że Will podąży za nim. Teraz skóra Willa zaczyna zamieniać się w kamień, dzień po dniu, kawałek po kawałku, gdyż zraniły go pazury goyla. Chłopak powoli staje się jednym z nich – istotą z kamienia, która zapomni, kim kiedyś była i kogo kochała.

Jakub musi znaleźć sposób, aby uratować swego brata, zanim będzie za późno. Jak zwykle towarzyszy mu wierna Lisica. Do grupy dołącza też jeszcze jedna kobieta – narzeczona Willa, która za nic w świecie nie chce opuścić ukochanego.

Przed Jakubem staje najtrudniejsze jak do tej pory zadanie.

„Kamienne ciało” jest pierwszą częścią serii o Jakubie Recklessie i jego przygodach w bajkowym świecie za lustrem. Sama kreacja tego świata jest bardzo pomysłowa – oto jakby widzimy naszą rzeczywistość, ale cofniętą w czasie i uzupełnioną o pewne magiczne dodatki. Wydaje się, że wszystkie znane nam baśnie tam są prawdziwe, tylko przedstawione w nieco innej wersji, nie zawsze mającej dobre zakończenie.

Nasz główny bohater, Jakub, uciekł do świata za lustrem w dzieciństwie. Tam stał się kimś – łowcą skarbów, najlepszym w swoim fachu. Teraz musi złowić coś innego – cofnięcie klątwy, która spadła na najdroższą mu na świecie osobę, jego brata. Zadanie to będzie dla niego o wiele trudniejsze niż może przypuszczać.

Prawdę powiedziawszy na początku lektury byłam dość sceptycznie nastawiona do tej historii. Po kilku pierwszych rozdziałach nie sądziłam, że mi się spodoba. Było jakoś tak zbyt…nie wiem…dziecinnie? Wszystko chyba przez to, że autorka trochę po macoszemu potraktowała początek historii. To, jak i dlaczego Jakub trafił do świata za lustrem oraz spotkanie Willa z goylami jest przedstawione bardzo szybko i pokrótce, jakby pani Funke chciała od razu przejść do właściwej historii. Niezbyt mi się to podobało, ale potem, kiedy wszystko się rozkręca, jest zdecydowanie lepiej.

Jakub troszkę przypominał mi wiedźmina Geralta – gościa, który wiele przeżył, nie z jednego pieca chleb jadł, ma pewne znajomości tu i tam i nie trzeba się o niego martwić, bo wszystkim skopie tyłki i z każdej opresji wyjdzie w jako takiej całości. Co prawda nasz pan Reckless ostatecznie aż takim badassem się nie okazuje, ale radzi sobie całkiem nieźle i walczy o to, co dla niego ważne. Potrafi się poświęcić.

W ostatecznym rozrachunku książka mi się całkiem, całkiem podobała. Dużym plusem jest to, że chociaż bardzo dobrze życzymy naszym bohaterom i chcemy, żeby skończyło się dobrze, tak naprawdę nie możemy być pewni, że na sto procent tak będzie. Na drodze Jakuba i reszty drużyny staje naprawdę wiele przeszkód.

Autorka pisze prostym i bardzo ładnym językiem, książkę czyta się przyjemnie i szybko. Dodatkowym smaczkiem jest fakt, że każdy rozdział został opatrzony rysunkiem autorstwa pani Funke. 






Po wydarzeniach z pierwszego tomu, wielu przygodach i niepokojach, nasz bohater wciąż ma czym się martwić. Gdy wypowiedział imię Czarnej Nimfy, spadła na niego jej klątwa. Na sercu Jakuba żyje teraz ćma, która pragnie wyrwać się na wolność, odbierając od niego imię nimfy, literka po literce. Każda litera będzie oznaczać ugryzienie, im mniej liter, tym bardziej bolesne. Gdy ćma odbierze ostatnią literę, wyrwie się z piersi Jakuba, a mężczyzna umrze.

Reckless wraz z nieodłączną Lisicą starają się znaleźć sposób na odwrócenie klątwy. Jednak wszystkie znane im magiczne sposoby tego świata zawiodły. Pozostał tylko jeden, tak bardzo legendarny, że możliwe iż w ogóle nie istnieje. Plotka głosi, iż jeden z dawnych władców posiadał kuszę, która jednym strzałem potrafiła zabić całą armię jego wroga lub przywrócić życie komuś, kogo się kocha.
Jednak znalezienie jej nie będzie proste – jej właściciel, Gizmund zwany Rzeźnikiem Czarownic nie był zbyt przyjemną personą. Dodatkowo na kuszę poluję też inny łowca skarbów. Nerron, należący do rasy goyli pragnie jej dla własnych celów. Chce być najlepszym łowcą na świecie i w końcu pokonać swego odwiecznego rywala, Jakuba Recklessa (tak, naszego Jakuba).
Zegar tyka, ćma gryzie coraz mocniej, a na drodze między Jakubem i kuszą staje coraz więcej przeszkód…


Bardzo ochoczo zabrałam się za tę część przygód Jakuba. Tym razem rysunki autorki przy każdym rozdziale są nieco skromniejsze, ale wciąż się pojawiają, co mi się bardzo podoba (chociaż w części pierwszej były ładniejsze).

„Nieustraszony” skupia się na podwójnym wyścigu – podwójnym, bo jednocześnie mamy rywalizację Jakuba ze śmiercią i Nerrona z Jakubem. Fajnym zabiegiem jest to, że od czasu do czasu towarzyszymy też Nerronowi – możemy poznać jego charakter, przeszłość, uczucia nim kierujące. Na pierwszy rzut oka wygląda to tak, jakby był on czarnym charakterem tej historii, antagonistą Jakuba, jednak wcale tak nie jest. Nerron do najlepszych nie należy, ale jest tylko kolejnym, utalentowanym łowcą skarbów i tylko przypadek chciał, że polują z Jakubem na tę samą rzecz.

W „Kamiennym ciele” zaczął nam się rysować subtelnie wątek miłosny. W tej części zaczyna on w pełni rozkwitać. Jak można się domyślić dotyczy Jakuba i Lisicy. Dziewczyna już wcześniej zaczęła sobie zdawać sprawę, że coś w jej uczuciach do Jakuba się zmieniło. Teraz i Jakub odkrywa, że Lisica znaczy dla niego coś więcej. Bardzo piękna i prawdziwa jest ta ich miłość. Nie żadne przesłodzone, cukierkowe od pierwszego wejrzenia. Ta miłość wyrosła na długoletniej przyjaźni i wielu wspólnych przygodach. Ta miłość umie się poświęcić bez zbędnego patosu.
Bardzo im kibicowałam i nawet czekałam na romantyczne sceny z ich udziałem albo chociaż skromne wyznanie uczuć. 







        „Nieustraszony” podobał mi się o wiele bardziej niż „Kamienne ciało”. Przyjemniej mi się go czytało, bardziej zżyłam się z bohaterami (chociaż Lisicę lubiłam od początku), historia, którą opowiada, bardziej przypadła mi do gustu


      Mam nadzieję, że niedługo pojawią się kolejne części przygód Jakuba, bo bardzo chciałabym spotkać jeszcze kiedyś jego i Lisicę, i dowiedzieć się, co u nich


      Wciąż nie wiemy, co się stało z ojcem Jakuba. W „Kamiennym ciele” jest wspomniane, że zniknął bez śladu – prawdopodobnie w świecie za lustrem, co jest dość logiczne, jeśli się zwróci uwagę na to, że lustro było w jego posiadaniu . W czasie swoich przygód Jakub od czasu do czasu natrafia  na pewne ślady – głównie technologie z naszego świata  - jednak ojca nie udaje mu się odnaleźć. Nie, żeby był nastawiony konkretnie na jego szukanie, ale jedną z przyczyn, dla których Jakub tak często przebywał w świecie za lustrem, była nadzieja, że w końcu tatę spotka.  Ciekawa jestem, jak to naprawdę ze starszym Recklessem było i mam nadzieję, że jeszcze się dowiemy


Podobnie jak poznamy tożsamość i rolę tajemniczego Earlkinga, którego Jakub spotyka w naszym świecie, a który zdaje się mieć sporą wiedzę o świecie za lustrem. I daje Recklessowi magiczną wizytówkę. I udziela wskazówek. Które nie są bezinteresowne.







Mam nadzieję, że ten pierwszy TSF o serii Reckless nie jest jednocześnie ostatnim i że dane mi będzie poznać więcej przygód Jakuba i Lisicy. Książki te są napisane prostym, ładnym językiem, który wprowadza nas w baśniowy klimat szalonych przygód, jednocześnie zwracając uwagę, że nawet w magicznym świecie najbardziej liczą się takie wartości jak miłość, rodzina, przyjaźń, odwaga i honor.




Cornelia Funke, Reckless. Kamienne ciało (Reckless), tom 1, Wydawnictwo Egmont, 350 stron
Cornelia Funke, Reckless. Nieustraszony (Reckless: Lebendige Schatten), tom 2, Wydawnictwo Egmont, 472 strony



Wyzwania: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu


Strona serii (nie wiem, kto ją stworzył, ale wygląda całkiem fajnie) -> mirrorworldnovels