niedziela, 10 kwietnia 2016

Me and Earl and The Dying Girl II Moondrive Box 1# (Box Filmowy)




Moondrive Box to kolejny box subskrypcyjny przeznaczony w szczególności dla książkoholików. Wydawnictwo zaczęło od ciekawej, nieco tajemniczej promocji, z której można się było dowiedzieć, czego na pewno nie znajdziemy w pudełku. Na przykład: łosia. A szkoda. Bo lubię łosie. 

Pomysł na pudełko jest dość prosty: nowość książkowa od Moondrive + gadżety powiązane z nią tematycznie. Niestety, nie udało mi się dokopać do informacji, w jakich odstępach czasu będzie się ukazywać pudełko (jestem ślepa. Standard), ale może Wam się to uda. Więcej informacji znajdziecie TUTAJ. 



LET'S OPEN!



Pudełko z zewnątrz prezentuje się niezwykle słodko. A po otwarciu ukazują nam się...


 

...te oto farfocle. Jestem jakaś dziwna, ale lubię te wszystkie "zabezpieczenia" dodawane do tego typu przesyłek. Pod całkiem sporą kupką farfocli znajdziemy opakowaną w różowy papier właściwą zawartość.
Czyli...



KSIĄŻKA


Jesse Andrews  Earl i ja, i umierająca dziewczyna - polskie wydanie książki, o której jakiś czas temu było bardzo głośno za granicą. Powiem szczerze, że nawet się z niej cieszę, bo liczę na zabawną, wzruszającą historię przy której spędzę miło czas.

Moondrive informuje o tym, jaka książka znajdzie się w danym boxie.




GADŻETY


Płyta z ekranizacją książki, którą właśnie dostaliśmy - bo to box filmowy, więc można się było spodziewać. Ale ja się nie spodziewałam. Brawo ja! Chętnie obejrzę film. W sumie zrobiłabym to nawet dzisiaj, ale najpierw książka :)




POPCORN! - Oczywiście! Wiadomo, że filmy najlepiej ogląda się, mając przy sobie ulubione przekąski i coś dobrego do picia. Tego itemu w ogóle się nie spodziewałam, ale wywołał u mnie największy zaciesz. Zapewne dlatego, że był największą oczywistością ze względu na temat przewodni, a jednocześnie największą niespodzianką. No i tak słodko się prezentuje!




Torba - z takim ładnym napisem. Żeby mieć w czym nosić nowe książki. Z drugiej strony ma ten filmowy klaps, który jest na pudełku. 




Zakładka "April" - to akurat proste. Jest książka = musi być zakładka. To podstawowa zasada




Dwa urocze magnesy - nie mam pojęcia, co oznaczają (jeszcze!), ale przypuszczam, że to coś w stylu "Okay" z Gwiazd naszych wina




MOONDRIVE BOX I JA

Powiem szczerze, że ciężko jest mi ocenić to pudełko. Ponieważ jest pierwsze. Nie jestem nim rozczarowana, ale nie zrobiło też wielkiego bum. Cieszyłam się, gdy szłam je odebrać i uśmiech nie schodził mi z twarzy, kiedy je otwierałam. To na pewno jedno ze światełek w szarej codzienności, ale tak jest z każdą przyjemną przesyłką, na którą czekam. Podobają mi się magnesiki, popcorn też wywołał dużo radości (jakiś on podejrzany, że tak się przez niego cieszę), film będzie przyjemnie obejrzeć, a książka... Każda nowa książka jest u mnie witana z otwartymi ramionami, a wobec tej mam pewne wymagania i mam nadzieję, że się polubimy. Nie wiem, czego się spodziewać po kolejnych boxach. Wiadomo, że łatwiej byłoby nakreślić sensowną opinię, gdyby pudełek było już więcej. Wiem, że Moondrive na pewno się postara. Bo to Moondrive. A wiedząc, jakie książki będą w boxach, będziemy je mogli zamawiać według własnych preferencji. Na pewno będę z ciekawością śledzić rozwój tego pomysłu.


A jakie jest Wasze zdanie na temat Moondrive Boxa?

xoxo
LittleAngel





Za możliwość zrecenzowania pierwszego Moondrive Boxa serdecznie dziękuję Moondrive ♥

czwartek, 7 kwietnia 2016

10# BookStairs to Heaven





Cześć!

Pierwsze tchnienie wiosny i Mały Aniołek przebudził się z marcowego snu. A kiedy już przebudził się do końca, wstał, pozbierał wszystkie nowe książki i ułożył schody. Schody do książkowego nieba, bo gdzie indziej takie schody mogłyby prowadzić? Zostały one rozłożone na dwoje, bo jako całość były konstrukcją niestabilną i się przewracały. A jak wiadomo schody muszą być bezpieczne, co by zaraz na wstępie nie zabić wchodzącego, bo to się mija z celem. Obviously. 





Stopień 1: Marc ELSBERG  Blackout - można powiedzieć, że jest to dosłowna interpretacja tytułu, bo książkę na tym moim genialnym zdjęciu ledwo widać #mistrzfotografii. Anyway, chciałam ją sobie sprawić już od bardzo dawna, ponieważ a) jest duża  b) jest pięknie wydana  c) opowiada o tym, jak to pewnego dnia w całej Europie brakło prądu, co jest świetnym pomysłem na fajną apokalipsę


Stopień 2: Marc ELSBERG  Zero - tu też można powiedzieć, że się popisałam, bo zero widać :D Dorwałam tę książkę zupełnie przypadkiem na promocji w Empiku (!). W skrócie opowiada o pewnych internetowych aktywistach nazywających siebie Zero, którzy urządzają pewną akcję transmitowaną na żywo, po której wszyscy chcą ich dopaść.


Stopień 3: Victoria AVEYARD  Szklany Miecz - druga część Czerwonej Królowej. Jest przepięknie wydana, więc nawet jeśli nie do końca zaiskrzy z fabułą, to i tak nie będę żałować zakupu


Stopień 4: Dmitry GLUKHOVSKY  Metro 2035 - tak czekałam na tę książkę, a wciąż sobie leży nieprzeczytana. Wstyd


Stopień 5: 12 RÓŻNYCH AUTORÓW  Podaruj mi miłość - prezent pod choinkę od przyjaciółki. Otrzymany nieco później, bo przecież Boże Narodzenie można mieć cały rok


Stopień 6: Katie ALENDER  Złe dziewczyny nie umierają - RECENZJA


Stopień 7: Anna KAŃTOCH  Tajemnica Diabelskiego Kręgu - dorwana przypadkiem w sklepie z tanią książką. Anna Kańtoch to jedna z moich ulubionych polskich autorek, a do tego podobno w tej serii mają być anioły, więc wiecie...


Stopień 8: Suzanne YOUNG  Plaga samobójców - pierwsza część serii Program. Spodobał mi się pomysł na tę historię. Mam nadzieję, że spędzę z nią miłe chwile


Stopień 9: Sarah J. Maas  Szklany tron - czytałam już tę książkę w zeszłym roku, bardzo mi się podobała, a w ostatnich miesiąch poczułam natchnienie do przeczytania jej jeszcze raz i zgromadzenia na półce całej serii






Stopnie 1 i 2: Haruki MURAKAMI  1Q84 cz. 2 i cz. 3 - ktokolwiek widział, ktokolwiek wie... Część 1 poszukiwana żywa lub... żywa. 1Q84 to pierwszy kawałek twórczości Murakamiego na mojej półce. Zaczęłam go kompletować od części 3 wygrzebanej w koszu z tanią książką, część 2 również kupiłam prawie za grosze. Także ten... Jeśli ktoś z Was wie, gdzie ukryła się przede mną część 1 - proszę, dajcie znać!


Stopień 3: Thomas MORGENSTERN  Moja walka o każdy metr - kocham skoki narciarskie, więc nie mogłam przejść obojętnie obok tego kąska. Było warto! [PRZECZYTANA]


Stopnie 4 i 5: Sarah J. Maas  Zabójczyni i władca piratów oraz Zabójczyni i Czerwona Pustynia - nowelki ze świata Szklanego Tronu


Stopień 6: Andrzej SAPKOWSKI  Pani Jeziora - sagę o Wiedźminie też zaczęłam kompletować od tyłu. Na swojej półce mam na razie Sezon Burz i prezentowaną tutaj delikwentkę pochodzącą z kosza z tanią książką  [PRZECZYTANA]


Stopień 7: Maja Lidia KOSSAKOWSKA  Zbieracz Burz tom 1 - trzecia część mojej ukochanej anielskiej historii


Stopień 8: Maria Dahvana HEADLEY  Magonia - książka z Epikboxa. Bardzo ciekawie się zapowiada


Stopień 9: Amie KAUFMAN, Meagan SPOONER  W ramionach gwiazd - zostałam zaczarowana przez tę okładkę. Co prawda przez jej oryginalną wersję, która jest o niebo piękniejsza (moim zdaniem), ale nasze wydanie też daje radę. Sama fabuła brzmi bardzo interesująco i jest raczej pozytywnie oceniana, więc mam nadzieję, że i mnie porwie



~~



Hm, to chyba wszystko. Nikt nie zginął, przeszliśmy wszystkie stopnie i jesteśmy w książkowych niebie. Nie wiem, jak Wy, ale ja tutaj zostaję. 


xoxo
LittleAngel


sobota, 5 marca 2016

Little Resume - February




Rok 2016 zaszczycił nas dodatkowym dniem w lutym, a moja czytelnicza miesięczna podstawa została zaszczycona jedną książką więcej. Na blogu było trochę słabiej, niż zakładałam (bo jestem leniem, a dodatkowo pierwsze dwa tygodnie lutego były dość zakręcone). Mam nadzieję, że w marcu będzie lepiej, że wróci energia i motywacja, że będzie się chciało działać.



CO CZYTAŁAM?


Pierwszą lutową książką były "Wszystkie jasne miejsca" Jennifer Niven. Genialna powieść, która zostawiła mnie rozbitą i powaloną na łopatki. Potem udało mi się przeczytać "Dziesięć płytkich oddechów" K.A.Tucker, które trochę mi się ciągnęły, były nieco przewidywalne, a główna bohaterka cierpiała na szaleństwo jajników i w sumie to niezbyt ją polubiłam. "Miasto kości" Cassandry Clare przeczytałam po raz drugi w ramach przypomnienia, bo serial Shadowhunters i poznanie Diabelskich Maszyn zachęciły mnie do dokończenia Darów Anioła. "Panika" Lauren Oliver była naprawdę świetna i okazała się zaskoczeniem, bo spodziewałam się innego rodzaju powieści. "Obietnicę gwiezdnego pyłu" Priscille Sibley chciałam przeczytać już od dość dawna i udało mi się to dzięki Mojej Kochanej Bibliotece. Wzruszająca opowieść o poświęceniu dla nowego życia. Podobała mi się, chociaż nie tak bardzo, jak się spodziewałam.



KSIĄŻKI W LICZBACH

5 książek = 2133 stron = 73,5 strony dziennie



BLOGOWE ŻYCIE

♥ Podsumowanie stycznia
♥ Mój drugi Epikbox
♥ Recenzja "Złe dziewczyny nie umierają"




A jak minął Wasz luty?

xoxo
LittleAngel 

 

sobota, 27 lutego 2016

51# Recenzja: Katie Alender - Złe dziewczyny nie umierają






Na „Bad Girls Don’t Die” natknęłam się przypadkiem już jakiś czas temu. Tytuł od razu zwrócił moją uwagę, nie musiałam nawet czytać opisu fabuły, żeby czuć się zachęconą. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że wkrótce pojawi się polskie wydanie, a gdy się pojawiło, książka szybciutko stała się kolejnym dzieckiem w mojej biblioteczce. Nie mogłam się doczekać lektury! Bardzo lubię takie niepokojące opowieści, w których nawet sam autor czasami do końca nie wie, co się wydarzy, gdzie każda kolejna strona jest zaskoczeniem, gdzie nie wiadomo, co jest prawdą, a co wytworem umysłu bohaterów. „Złe dziewczyny nie umierają” była zapowiadana jako taka właśnie książka i rzekomo miała sprawić, że będę miała problemy ze snem, ciarki i ogólnie będę się czuła przerażona. No cóż. Nie czułam się. Najwidoczniej nie tak łatwo jest mnie przestraszyć.


Główna bohaterka ma na imię Alexis, jest nastolatką, kocha fotografię i nie ma przyjaciół. Mieszka w wielkim domu, który jest mieszanką różnych stylów architektonicznych i wygląda dokładnie jak te wszystkie wille-pół pałace z horrorów. Słowem: aż się prosi, żeby w nim straszyło. Jednak jak na razie jedyną straszną rzeczą jest tam kolekcja lalek, która należy do Kasey. Kasey to młodsza siostra naszej głównej bohaterki. Jest nieco dziwna i zamknięta w sobie. Pasuje idealnie do wzoru typowego strasznego dziecka z horroru, które pojawia się w dziwnych momentach, czai się w cieniu, a jego wzrok przyprawia o ciarki. Dodatkowo ma tak dużą obsesję na punkcie swoich lalek, że nie wpuszcza nikogo do swojego pokoju w obawie, że mogą zostać uszkodzone. Kasey zaczyna zachowywać się coraz bardziej dziwnie, wokół niej dzieją się niepokojące rzeczy. Alexis musi odkryć, co dzieje się z jej siostrą i znaleźć sposób, aby wyrwać ją ze szponów zła.


„Złe dziewczyny…” są napisane bardzo przyjemnym stylem, który dobrze i szybko się czyta. Prezentują też całkiem niezłą, spójną i logiczną historię o duchach. Nie przypominają typowych młodzieżówek, bo nie skupiają się na romansach i tych wszystkich „nastolatkowych” rzeczach, a właśnie na głównej historii. Za to duży plus.

Alexis też daje się lubić. Momentami zachowuje się trochę nieprzewidywalnie i mówi rzeczy, których się nie spodziewałam w danym dialogu, bywa też nieco oschła w kontaktach z innymi bohaterami, ale w ogólnym rozrachunku wypada całkiem pozytywnie. Spodobał mi się jej sposób widzenia świata i potrzeba uwieczniania go na zdjęciach. Doskonale to rozumiem, bo chociaż żaden ze mnie artysta-fotograf, to miewam takie momenty, że mam ochotę robić zdjęcia wszystkiemu dookoła, bo w każdej rzeczy, każdym zjawisku, każdym obrazie widzę coś wartego uwiecznienia.

W powieści pojawia się również drobny wątek romantyczny, jednak jest on poprowadzony subtelnie i nie wcina się na pierwszy plan. Autorka skupia się na prowadzeniu głównego wątku, który z kolei daje pole do popisu na gruncie rozwoju babskiej przyjaźni. Jest to całkiem miły powiew świeżości po tych wszystkich trójkątach miłosnych, chociaż relacja dziewczyn zaczyna się nieco dziwnie.

Powiem szczerze, że trochę brakuje mi słów. Ciężko mi się pisze o tej książce, sama nie wiem, dlaczego. Nie była zła, była nawet całkiem dobra, tylko że brakło jej tej iskry, która potrząsnęłaby moim sercem. Spodziewałam się o wiele więcej, ale – o dziwo – nawet nie czuję się rozczarowana. Z chęcią sięgnę po kolejne części. Może one będą miały „to coś”.




ZŁE DZIEWCZYNY NIE UMIERAJĄ

1.Złe dziewczyny nie umierają  II   2.From Bad To Cursed  II  3.As Dead As It Gets




Katie Alender, Złe dziewczyny nie umierają (Bad Girls Don't Die), tom 1, Feeria Young, 360 stron


poniedziałek, 22 lutego 2016

In The Sky II Epikbox Luty

 


EPIKBOX - CO TO TAKIEGO?

EpikBox to magiczne pudełeczko pełne skarbów, które mogą przypaść do gustu nie tylko książkoholikom. Puka do naszych drzwi co 3 miesiące, wywołując szeroki uśmiech i stan powszechnie znany jako 
"jaranie się". 
Każde pudełeczko zawiera jedną książkową nowość z gatunku YA oraz kilka gadżetów, które mają za zadanie uczyć czytanie jeszcze bardziej obłędnym. 



LUTY - IN THE SKY

Tematem przewodnim lutowego pudełeczka jest niebo. Nie wiem, jak się do tego mają niektóre rzeczy, które się w nim znalazły, ale...



KSIĄŻKA: Maria Dahvana Headley - Magonia


Nie był to mój must have, ale po przeczytaniu opisu stwierdziłam, że muszę ją kiedyś przeczytać. I proszę - oto jest! I dodatkowo ma prześliczną okładkę



GADŻETY


Zbuntowana, magoniowa torba, która nie chce się pozować do zdjęć tak, jak bym chciała. Aczkolwiek na pewno się przyda.




Zakładki - sówka na gumce, zakładka Nocnego Łowcy (jestem w niej zakochana ♥!) i zakładka magnetyczna




Fragment książki "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender"




Nie mam pojęcia, co wspólnego mają zakładki indeksujące z niebem. Ale są śliczne i na pewno będę mi dobrze służyć




Wisiorek






EPIKBOX I JA

Ten Epikbox podoba mi się chyba bardziej niż poprzedni. Cieszę się z książki, mam wrażenie, że to będzie ciekawa, bajkowa podróż. Zakładki i torba na pewno będą używane. Wszelkich naszyjników i wisiorków zbyt często nie noszę, jednak myślę, że dla tego maleństwa postaram się zrobić wyjątek.



A jak Wam podoba się lutowe pudełko? Powiem szczerze, że już nie mogę się doczekać następnego. Chyba nigdy mi się to nie znudzi ;)

xoxo
LittleAngel

wtorek, 16 lutego 2016

I am soooo late! or... Little Resume - January + Secret First Books




Jak mówi tytuł posta - jestem tym razem bardzo spóźniona. Podsumowanie w połowie miesiąca? Czemu nie? 
Styczeń był dla mnie całkiem spokojny. A przynajmniej w porównaniu do lutego, który co prawda dopiero się zaczął, ale już zdążył porządnie namieszać.



CO CZYTAŁAM?


Rok skończyłam i zaczęłam z Marą Dyer. "Mara Dyer. Zemsta" była trzymającą w napięciu lekturą, zupełnie inną niż jej poprzedniczki, nieco szaloną, z zakończeniem, które przypadło mi do gustu. Po zakończeniu przygody z Marą, wręcz rzuciłam się i pożarłam "Złe dziewczyny nie umierają". Miałam duże oczekiwania wobec tej książki i strasznie chciałam mieć przez nią kłopoty z zaśnięciem w nocy. Jak było? Niedługo powiem. Biografia Thomasa Morgensterna była moim kolejnym must have na ten rok. "Moja walka o każdy metr" okazała się genialną opowieścią, świetnie skonstruowaną i napisaną takim stylem, że nie miałam ochoty jej w ogóle odkładać. Na koniec została "Clockwork Princess" czyli ostatnia część "Diabelskich Maszyn" Cassandry Clare, którą postanowiłam przeczytać w oryginale. Jest to pozycja dość problemowa, ponieważ zaczęłam ją czytać jeszcze w zeszłym roku, gdzieś w okolicach sierpnia, po czym całkowicie straciłam zainteresowanie tą historią. Nie mam pojęcia, co się stało, zwłaszcza, że prawie płakałam ze wzruszenia, czytając epilog.



KSIĄŻKI W LICZBACH

4 książki = 1656 stron =  53 strony dziennie



BLOGOWE ŻYCIE

♥ Najlepsi 2015
♥ TBR na Secret First Books
♥ Małe Zapowiedzi
♥ Recenzja pierwszej części trylogii o Marze Dyer
♥ Co Anna Boleyn robiła w nawiedzonym lesie (Midnight Watching 2#)



https://www.facebook.com/events/1636992843225680/

W styczniu brałam udział w akcji Secret First Books, której głównym założeniem było czytanie "pierwszych" książek (pierwsze części serii, pierwsze spotkania z autorami, etc.). Stworzyłam sobie nawet TBR na tę akcję, jednak ponieważ ja to ja i często robię na przekór własnym planom, ostatecznie czytałam zupełnie coś innego. 

Przeczytane w ramach Secret First Books:

Kate Alender "Złe dziewczyny nie umierają" - pierwsza część serii, pierwsza tej autorki
Thomas Morgenstern "Moja walka o każdy metr" - pierwsza biografia
Cassandra Clare "Clockwork Princess" - pierwsza książka po angielsku w tym roku



Miałam w tym podsumowaniu wspomnieć również o maratonie czytelniczym 7ReadUp organizowanym przez Marthę Oakiss, na który bardzo się cieszyłam i w którym ostatecznie poległam na całej linii (tak, że w zasadzie nie mam nawet za bardzo czego podsumowywać). Coś mi ostatnio nie po drodze z wyzwaniami...


xoxo
LittleAngel




piątek, 22 stycznia 2016

Midnight Watching 2# : Anna Boleyn i nawiedzone drzewa II "Las samobójców" (2016)


http://www.filmweb.pl/film/Las+samob%C3%B3jc%C3%B3w-2016-726200



Dzieciństwo Sary nie należało do najszczęśliwszych. Teraz jej życie zaczyna się w końcu układać, ma pracę i kochającego mężczyznę u boku. Ale ma też Jess -  siostrę bliźniaczkę, która zawsze pakuje się w kłopoty.

Tym razem również chodzi o Jess. Dziewczyna nie była szczególnie stabilna psychicznie, jednak wydawało się, że wyjazd do Japonii i praca w szkole w Tokio wpłynęły pozytywnie na jej stan ducha. Podczas klasowej wycieczki do ponurego lasu Aokigahara Jess zboczyła ze ścieżki i wbiegła między drzewa. Od tamtej pory słuch o niej zaginął.

Sara czuje, że jej siostrze grozi niebezpieczeństwo, więc od razu rusza na poszukiwania. Miejscowi nie są szczególnie chętni do pomocy, ponieważ a) las Aokigahara cieszy się ponurą sławą lasu, do którego wchodzisz, aby popełnić samobójstwo  b) ogólnie jest dość ponury i łatwo się w nim zgubić  c) prawdopodobnie pałętają się tam całe zastępy upiorów. Nie zraża to jednak naszej bohaterki, która za wszelką cenę pragnie odszukać siostrę i nie do końca wierzy w jej śmierć.

W barze spotyka Aidena, dziennikarza, który również wybiera się do lasu. Jest też Japończyk – Michi – który często przemierza szlaki, aby odwieźć zagubione dusze od samobójstwa. Razem zagłębiają się w złowrogi las.




Na „Las samobójców” oczekiwałam z dwóch głównych powodów. Pierwszym był właśnie tytułowy las i miejsce akcji. Słyszałam już wcześniej o otoczonym ponurą sławą Aokigahara, który wydaje się wręcz idealnym miejscem na umieszczenie tam akcji horroru. Och, ileż można z takim lasem zrobić! Twórcy jednak moim zdaniem nie do końca wykorzystali ten potencjał. Przydałoby się nieco więcej strasznego lasu w strasznym lesie. Albo dłuższy film.

Drugim powodem była Natalie Dormer, którą uwielbiam. Świetnie sobie poradziła z podwójną rolą, ogląda się ją przyjemnie jak zawsze i jest ogromnym plusem tego filmu. Zwłaszcza że jej bohaterka lubi powielać schematy, które można określić zbiorczym mianem „typowa bohaterka horroru”. Wiecie, o co chodzi. Taka bohaterka zwykle jest ładna (check), ma u boku przystojnego mężczyznę (check), robi zawsze to, przed czym ostrzega ją Jedyna Mądra Osoba w Filmie (check), idzie zawsze w stronę hałasu (check), zawsze chce się przekonać, co jest na końcu ciemnego tunelu (check), podąża za mrocznymi japońskimi dziećmi, które w ogóle nie powinny być w danym miejscu (check), i tak dalej… Sara była całkiem odważna i zdesperowana, by znaleźć siostrę, ale momentami zachowywała się zwyczajnie głupio.

Aiden, główny bohater męski, był… odrobinę dziwny. Tak naprawdę do końca nie rozgryzłam jego postaci. Postrzegamy go oczami Sary, tak więc nie można do końca stwierdzić, co jest prawdą o nim, a co jedynie sztuczkami nawiedzonego lasu. Niemniej momentami wydaje się nieco podejrzany.





Czy jest się czego bać? Tak sobie.  Jest kilka takich momentów, w których widz może podskoczyć na swoim siedzeniu i poczuć szybsze bicie serca, jednak po filmie nie jest się przerażonym i można spokojnie przespać noc. Nie wiem, jak jest z nocnymi spacerami po lesie tuż po seansie, bo nie próbowałam, aczkolwiek jeśli komuś przyjdzie to do głowy, odradzam samotną wędrówkę bez latarki ze względu na możliwość zgubienia się/wpadnięcia do dziury/spotkania psychopaty-mordercy.
Wszystko robi muzyka. A konkretniej złowroga cisza, a potem boom, kiedy coś wyskakuje tuż przed twarzą głównej bohaterki, a ty podskakujesz na swoim miejscu, bo właśnie prawie rozsadziło ci bębenki. Ostatnio tego właśnie najbardziej boję się na horrorach – że zaraz rozlegnie się coś głośnego.
Spodobał mi się motyw z telefonem-latarką. Strasznie lubię, gdy taki trick używany jest w grach-horrorach - samotny bohater w całkowitych ciemnościach przemieszcza się po kolejnych lokacjach za jedyne źródło światła mając telefon komórkowy/kamerę wideo, a różne strachy czychają na jego życie. Kiedy coś podobnego pojawiło się w "Lesie...", miałam ochotę skakać z radości w fotelu. Niestety, był to bardzo krótki moment.




„Las samobójców” to ciekawa, wciągająca historia, którą przyjemnie się ogląda (kiedyś na pewno zrobię to ponownie). Jest nieprzewidywalna  (nawet jeśli poszczególne jumpscares nie są zaskoczeniem), a niektóre wątki – i Aidena – ciężko rozgryźć do końca. Twórcy zahaczyli nieco o chwyty z japońskich horrorów (wiecie, dziwne, blade dzieci, czarnowłose dziewczyny w mundurkach patrzące takim wzrokiem, jakby chciały nim zabić…), ale moim zdaniem mogli zrobić jeszcze więcej. Nie było strasznie, ale i tak bardzo mi się podobało.




Las samobójców (The Forest), reż. Jason Zada, USA, 2016


Photos via filmweb.pl and tumblr.com